Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sezam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sezam. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 września 2013

Kukurydziane chocolate chip cookies.



Zdecydowanie nie przepadam za wałkowaniem i wykrawaniem ciasteczek. Mimo, że dla dzieci ciasteczka w różnych kształtach są ogromną radochą, bardzo rzadko je robię. Starsza Córka szybko traci zapał do wykrawania i potem ślęczę nad tym sama.
Ale bardzo lubię takie ciasteczka, które wystarczy zamieszać, łyżeczką wyłożyć na blachę i upiec w kilkanaście minut. Mało roboty i dużo radości.

Do chocolate chip cookies powinno użyć się chocolatechips'ów. Ale ja po prostu siekam gorzką czekoladę.
W podstawowej wersji jest zwykła mąka pszenna - wymieszałam ją pół na pół z kukurydzianą. Dzięki temu były bardziej miękkie i delikatne. Dla niepełnego uzębienia Córki Młodszej - idealne.
Bogu dzięki jajko już Córka trawi więc kombinować nie muszę :)


Kukurydziane Chocolate Chip Cookies:
1 kostka masła w temperaturze pokojowej
3/4 szklanki cukru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
2 duże jajka
1 kopiasta szklanka mąki pszennej
1 kopiasta szklanka mąki kukurydzianej
1 łyżeczka sody oczyszczonej
szczypta soli
1 tabliczka posiekanej gorzkiej czekolady
4 łyżki sezamu

Masło miksujemy na puszystą masę, dodajemy cukier, jajka i wanilię - porządnie ubijamy.
W osobnej misce mieszamy dokładnie mąki, sodę i sól, następnie dodajemy je do masy i mieszamy wszystko dokładnie szpatułką. Na koniec połączyć masę z posiekaną czekoladą i sezamem.
Można też dodać na tym etapie posiekane orzechy lub rodzynki jeśli mamy taką ochotę.

Na dużą blachę kładziemy papier do pieczenia, łyżeczką nabieramy masę i nakładamy na blachę w 3-4 cm odstępach. Nie trzeba się martwić o to żeby nadać im jakiś ładny kształt ponieważ w miarę równo się rozpłyną.
Pieczemy w 190st. C przez 12 minut.
Ważne jest aby ciasteczka zdjąć od razu z blachy, będą jeszcze miękkie, więc należy to zrobić jakimś płaskim narzędziem, zdecydowanym ruchem. A potem studzić na kuchennej kratce.

Smacznego!





wtorek, 6 sierpnia 2013

Fasolka, kurczak, pestki.


Latem lubię gotować szybko, prosto, bez wystawania przy gorących garach czy piekarniku.
Najlepiej kiedy składników nie jest zbyt wiele.
Najlepiej kiedy można zrobić więcej, na dwa dni.

Fasolka szparagowa ma mnóstwo składników odżywczych i mało kalorii a przy tym jest bogatym źródłem błonnika więc wspomaga odchudzanie. Najbardziej wartościowa jest młoda, kiedy nasionka w środku są jeszcze bardzo małe, a strąk łatwo złamać palcami. Jest wtedy też smaczniejsza i mniej łykowata.
Wzmacnia organizm, podnosi odporność, działa przeciwzapalnie - warto ją jeść przy chorobach stawów, chorobach dróg moczowych. Dzięki niskiemu indeksowi glikemicznemu jest korzystnym produktem w diecie cukrzyków.
Zielona ma tę przewagę nad żółtą że zawiera więcej beta karotenu - wit. A.

Do fasolki trochę ulubionego przez dzieciaki kurczaka obsmażonego z czosnkiem, prażone pestki. I obiad gotowy! Mąż Biegacz też nie pogardzi przed treningiem! Szczególnie z solidną porcją brązowego ryżu.

Proporcje nie grają większej roli.

Składniki:

1/2 kg fasolki szparagowej zielonej
1 filet z kurczaka - najlepiej z dobrego źródła
2 ząbki czosnku
pół szklanki pestek słonecznika
1/4 szklanki nasion białego sezamu
2 łyżki oliwy z oliwek
pieprz ziołowy
sól

Fasolkę umyć, odkroić końcówki i posiekać na 2 cm kawałki. Ugotować na parze do miękkości.
Kurczaka pokroić w kostkę. Czosnek przecisnąć przez praskę wymieszać z oliwą, doprawić solą i pieprzem ziołowym do smaku. Taką pastą natrzeć dokładnie kurczaka i obsmażyć go na rozgrzanej patelni - nie dodawać już tłuszczu.
Słonecznik i sezam wysypać razem na suchą, rozgrzaną patelnię i lekko podprażyć aż zaczną się złocić. Sezam potrzebuje więcej czasu żeby nabrać koloru niż słonecznik, ale nie czekamy ;)
Na koniec połączyć wszystkie składniki, ewentualnie doprawić do smaku.
Można dodać jeszcze łyżkę oleju sezamowego - ale nie jest to konieczne.

Smacznego!


ps. moja fasolka bierze udział w akcji:

wtorek, 28 maja 2013

Bułgarski chlebek zwany słonecznikiem.


Pyszne drożdżowe chlebki, puchate i mięciutkie jak kaczuszka.
Pierwsze jakie upiekłam, zrobiłam prawie dokładnie według przepisu Doroty z Moich Wypieków - masło jakim smarowałam placki ciasta było czosnkowe (super dodatek do domowego żurku!). I mimo że trochę z nimi zabawy, chętnie zrobiłam je jeszcze raz, tym razem nieco modyfikując przepis. Tym razem z połowy proporcji. Długo nie wiedziałam jakim cudem znów wyszły mi dwa :) Ale już doszłam dlaczego. Matematyka u mnie leży i kwiczy :)
Dodałam trochę błonnika w postaci żytniej mąki razowej, posłodziłam miodem, a posmarowałam masłem z pastą sezamową. 

W ten sposób mięciutka drożdżówka nie jest li tylko słodkim zapychaczem, ale przemyca trochę witamin i minerałów. Sezam jest bogatym źródłem witamin z grupy B a także A, E oraz wapnia, żelaza, magnezu, selenu, cynku i potasu. Zawierają również kwasy wielonienasycone oraz naturalne przeciwutleniacze, które hamują procesy starzenia.

Dodatek mąki żytniej nie spowodał że chlebek stracił na puszystości. Ciasto podczas wyrabiania jest trochę bardziej ciągnące i trzeba troszkę mocniej podsypywać je mąką, ale po upieczeniu jest tak samo puchate jak na samej mące pszennej.

Początkowo zaskoczył mnie w przepisie ocet. Ale potem przypomniałam sobie jak moi rodzice gościli kiedyś w domu krzepkich Bułgarów, którzy do zupy wlewali litry octu, i stwierdziłam, że widocznie przepis jest oryginalnie bułgarski ;)

Bułgarski chlebek zwany słonecznikiem, z mąką żytnią i dodatkiem pasty sezamowej.

400g mąki pszennej
100g mąki żytniej razowej
20g świeżych drożdży
2 jajka + 1 żółtko do posmarowania
2 łyżki miodu wielokwiatowego (można zastąpić innym)
1 i 1/2 łyżki octu winnego 6%
1 i 1/2 łyżki oleju słonecznikowego
1/2 łyżeczki soli
1 szklanka letniego mleka

oraz do posmarowania ciasta:
60g masła w temperaturze pokojowej
2 łyżki czubate pasty sezamowej (tahini)
3 łyżki czubate cukru trzcinowego
na pastę sezamową:
1/2 szklanki białego sezamu

Składniki powinny być w temperaturze pokojowej.
Drożdże rozetrzeć z łyżką cukru, łyżką mąki i odrobiną mleka. Odstawić aż urosną do brzegów miseczki/kubka.
Mąki wymieszać z solą, dodać roztrzepane jajka, miód, mleko, olej i miód. Składniki dokładnie wymieszać, przełożyć na stolnicę i wyrabiać, lekko podsypując mąką, aż mąka wypuści gluten ciasto zrobi się sprężyste i zacznie odchodzić od rąk. Przełożyć do miski i odstawić na ok. godzinę do wyrastania. Powinno podwoić objętość.

W tym czasie przygotować pastę sezamową:
sezam uprażyć na suchej patelni aż będzie złoty. Wystudzić i zmielić w blenderze.
W niektórych przepisach do tahini dodaje się olej, ale ziarna sezamu są tak tłuste, że w czasie mielenia samoistnie tworzy się klejąca pasta, uznałam że to wystarczy. Nigdy nie jadłam oryginalnej, więc pewnie się nie znam ;)

Teraz wymieszać dokładnie masło z pastą sezamową (dwoma łyżkami!) i cukrem.
Gotowe.

Po wyrośnięciu ciasto pokroić na dwie części, a potem każdą z nich na cztery. Powstanie osiem kulek ciasta.


Cztery kulki z pierwszej części rozwałkować cienko, jak naleśniki. Będą wielkości talerza. Dobrze podsypywać mąką, bo ciasto z dodatkiem mąki żytniej klei się bardziej. Każdy smarować przygotowaną wcześniej masą i układać jeden na drugim.


Kiedy czwarty placek będzie już leżał na pozostałych, posmarować go i zwinąć wszystkie razem w rulon. Następnie pokroić tak aby powstały trójkąty.


W rezultacie powinny nam wyjść dwa takie ruloniki. 
Trójkąty układać w tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia po brzegach, tworząc platki kwiatu słonecznika, końce rulonów zwinąć w kulki i ułożyć w środku.


Ułożone pozostawić w blaszce jeszcze pół godziny do napuszenia. Przed pieczeniem posmarować roztrzepanym żółtkiem i posypać sezamem.


Piec w temperaturze 190st. C przez 30 minut. Bez termoobiegu! Jeśli ciasto z wierzchu zacznie się zbyt mocno przypiekać na długo przed końcem pieczenia trzeba przykryć je folią aluminiową.

Smacznego!



środa, 1 maja 2013

Owsiane ciasto marchewkowe



Zawsze, kiedy mieszam jakieś ciasto zastanawiam się co można do niego dorzucić, żeby nie było tylko zwykłym 'słodyczem' do spałaszowania, ale żeby przy okazji dostarczyć organizmowi jakichś wartości odżywczych. Wolę też zdecydowanie proste ciasta z dodatkiem owoców, albo warzyw. Nie lubię piętrowców z kremami. Wyjątkiem są udane, lekkie urodzinowe torty, które jadam zresztą rzadko, bo jedynie przy okazji.

Niedawno znów gościłam Justynę Maćkowiak z radia Opole. Chciałam pokazać jej deser z płatków owsianych, ale tego dnia przyjeżdżał do nas dziadek i stwierdziłam, że ciasto będzie lepszym rozwiązaniem.
W trakcie nagrania popełniłam błąd, mówiąc że przepis, jest z bloga mojewypieki, ale dzisiaj sprawdziłam i strasznie mi głupio, bo jednak nie. Przepis pochodzi z bloga smakocie i łakołyki... Bardzo przepraszam Was za tę pomyłkę...
Posłuchać można tu, audycja z 23.04.

W każdym razie, nie byłabym sobą gdybym w przepisie czegoś nie zmieniła, więc wymieszałam mąkę pszenną z owsianą, zmniejszyłam ilość cukru i przypraw. Fajnie też komponują się z tym ciastem orzechy włoskie, ale tym razem nie dodałam.

Owsiane ciasto marchewkowe:

1/2 kostki masła
1/2 szklanki oleju
2 jajka
3/4 szklanki jogurtu naturalnego
1/2 szklanki cukru trzcinowego
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 łyżeczka cynamonu
1 szklanka mąki pszennej
1 szklanka mąki owsianej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
szczypta soli
2-3 duże marchewki, starte na tarce
2/3 szklanki rodzynek wymieszanych z suszoną żurawiną
1 łyżka sezamu

Małą kwadratową blachę (jak do brownies np. 20x30cm) wyłożyć papierem do pieczenia.
Masło roztopic i ostudzić, wymieszać w misce z olejem, jogurtem, jajkami, cukrem, ekstraktem z wanilii i cynamonem.
Mąkę wymieszać z sodą i solą.
Połączyć drewnianą łyżką mąkę z masą niedbale, tylko do połączenia składników, mogą być grudki. Dodać startą marchew i bakalie.
Przełożyć ciasto na blachę, wygładzić, posypać sezamem. Piec w 180st C przez 35-40 minut.



niedziela, 17 marca 2013

Owsiane ciasteczka z sezamem i prażonym słonecznikiem, dla Agnieszki.


Kolejny przepis z serii łakocie i witaminy.
Dwa dni temu Agnieszka poprosiła mnie o lekkie owsiane ciasteczka dla jej chłopców i dla niej, bo lubi coś skubnąć do kawy.
Nie ma problemu!
Bo często mam takie ciasteczka w domu.

Kiedy przyrządzamy takie przysmaki sami, możemy kontrolować to ile dodajemy do nich cukru, jakie dodatki będą dominować. I to jest dla mnie najlepsze, że nie jesteśmy skazani na monotonię.

Przepis na te ciasteczka, lekko zmodyfikowany, pochodzi z książki The Sainsbury Book of Wholefood Cooking, Carole Handslip.
Kiedy pierwszy raz wyciągałam je z piekarnika myślałam że ten przepis to kompletna klapa. Rozpłynęło mi się toto i rozlazło. Przynajmniej tak to wyglądało na pierwszy rzut oka.
Nie należy się jednak przerażać tylko poczekać aż wystygną i otrzymamy cieniutkie, chrupiące, pyszne ciasteczka.

Owsiane ciasteczka z sezamem i prażonym słonecznikiem:
75g błyskawicznych płatków owsianych
50g mąki owsianej
2 łyżki nasion sezamu
garść prażonych pestek słonecznika*
50g cukru trzcinowego
120ml oleju rzepakowego tłoczonego na zimno (można dać inny, najlepiej orzechowy)
1 ubite jajko

Wymieszać w misce dokładnie płatki, mąkę, sezam, olej i cukier. Odstawić na godzinę.
Dodać jajko i wymieszać.
Blachę wyłożyć papierem do pieczenia, nakładać masę łyżeczką, w 4cm odstępach, lekko spłaszczyć formując kółko.
Piec w 160st. C przez 15-20 min. aż się zarumienią.
Pozostawić na blaszce aż wystygną.



*słonecznik prażymy na gorącej, suchej patelni, do momentu aż lekko zacznie się rumienić. Przypalony jest gorzki.

piątek, 15 lutego 2013

Lubię wczorajsze ziemniaki


Za to że można z nich zrobić super szybki, pyszny, obiad :) ZAPIEKANKĘ!
I przy okazji w ramach akcji 'nie marnuję' wykorzystać trochę resztek których za mało na samodzielną potrawę. Więc dzisiaj przepis 'na oko' :)
Żeby było bardziej wartościowo, czyt. z większą ilością składników mineralnych, polecam dodać do zapiekanki ulubione nasiona :)


Zapiekanka z wczorajszych ziemniaków z pieczarkami, wędzonym schabem, słonecznikiem i sezamem.

6 ugotowanych ziemniaków
2 garści pieczarek
1 cebula
4-5 plastrów surowego wędzonego schabu* (bądź innego ulubionego mięsa, ew. jakiegoś innego dodatku)
2 łyżki stołowe sezamu
4 łyżki prażonego słonecznika**
pół małego kubka śmietany kremówki, bądź 18%.
szczypta gałki muszkatołowej
szczypta pieprzu ziołowego
sól do smaku
oliwa z oliwek

Ziemniaki pokroić w dużą kostkę.
Pieczarki pokroić tak jak lubimy, cebulę w kostkę i dusić razem na łyżce oliwy aż cebula się zeszkli a pieczarki zmiękną i puszczą sok. Wtedy wlać śmietanę wymieszaną z przyprawami, wsypać słonecznik i dusić razem jeszcze przez 5 minut, czasem mieszając.
Naczynie żaroodporne posmarować oliwą, na spodzie ułożyć ziemniaki a na nich równomiernie rozprowadzić zawartość patelni, posypać sezamem.
Piec ok. 20 minut w temp. 180st. C.
Smacznego!



* mamy to szczęście, że mamy dostęp do 'swojskich' wędlin.
** słonecznik uprażyć najłatwiej na suchej patelni, wciąż mieszając drewnianą łyżką do momentu aż się lekko zacznie rumienić. Przypalony jest gorzki, więc trzeba uważać.

czwartek, 24 stycznia 2013

Łakocie i witaminy

Uwielbiam piec ciasta i ciasteczka!
W ten stan popadłam zaraz po tym jak urodziłam Starszą Córkę... Wcześniej słodycze mogły dla mnie nie istnieć. Serio. Nawet czekolada...
Kiedy w czasach panieńskich wybierałam się z Przyjaciółką po małe co nieco do pobliskiego całodobowego tesco (bo wybierałyśmy się o różnych nienormalnych porach, życie studenckie...), ona kupowała snickersa a ja... wędzone udko z kurczaka!!! (tak wiem, FUUUUJ)
Jednak odkąd stałam się Matką Karmiącą nie przeżyję dnia bez czegoś słodkiego! Nie wiem czy to zapotrzebowanie na cukier jest spowodowane całodobową produkcją laktozy przez mój organizm, czy co... Ale jeśli danego dnia nie zjem czegoś słodkiego, potrafię przejrzeć wszystkie szafki w poszukiwaniu łakoci wiedząc że i tak ich tam nie ma.
Jak nałogowiec.
Piec zaczęłam przede wszystkim z troski o to co zjadam i co przekazuję potem z mlekiem dziecku. Bo wiadomo w gotowych słodyczach, nawet w najprostszych herbatnikach siedzą chociażby utwardzone tłuszcze roślinne...
A potem rozkochałam się w tym pieczeniu ;) Tym bardziej że było to świeżo po przeprowadzce i miałam nowiuśki piekarnik do testowania :)
Wypróbowałam mnóstwo przepisów Liski i Doroty. Potem jeszcze sąsiadka poleciła mi stronę kotletową.
Dłuuuugo byłam im najwierniejsza. I do tej pory jestem ich fanką, tym bardziej że mają dużo przepisów na zdrowsze słodkości. Ale po jakimś czasie zaczęłam też szukać blogów które mają też propozycje dla maluchów. I tak trafiłam na te które widać po prawej stronie -->

Bardzo polubiłam ciasta z dodatkiem warzyw. Dzisiaj pokażę Wam moją wersję keksu dyniowego od Liski. Pulpy z upieczonej dyni zamroziłam całe mnóstwo, żeby zimą piec keksy tak często jak jesienią ;)
Dodaję do niego trochę sezamu, amarantusa i zarodków pszennych, ze względu na ich wartości odżywcze, dzięki czemu znane hasło 'łakocie i witaminy' nie jest czczym gadaniem ;).

amarantus                                                                        zarodki pszenne

Od kilku dni Starsza Córka męczyła mnie o ciasto z jagódkami, które siedzą od jesieni w zamrażarce i kuszą Młodą żeby je powyjadać takie lodowate - to jest jej wersja lodów jagodowych ;)
Więc zamiast czekolady są jagody.
Lubię ten przepis za to że ciasto jest miękkie, sprężyste i wilgotne - nawet trzeciego dnia po upieczeniu.
No to do roboty!

Potrzebujemy:
250g upieczonej i zmiksowanej dyni
125g miękkiego masła
1 łyżka miodu
100g cukru trzcinowego
1 jajko
180g mąki pszennej + 20g zarodków pszennych
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
dwie garście mrożonych jagód
3 łyżki ziaren amarantusa*
1 łyżeczka sezamu

Piekarnik nagrzać do 180st C. Formę keksową posmarować masłem i oprószyć bułką tartą. Ciasto wychodzi w mniejszej i większej keksówce, różni się tylko wysokością. Dynię zmiksować z masłem, miodem, cukrem i jajkiem. Mąkę wymieszać z zarodkami pszennymi, amarantusem, proszkiem do pieczenia i sodą. Połączyć wszystko drewnianą szpatułką. Dodać jagody, jeszcze raz delikatnie wymieszać, tak żeby nie puściły soku i nie 'pobrudziły' ciasta. Przelać do formy posypać wierzch sezamem i piec przez 50-60 minut.

* kiedyś posypałam ciasto amarantusem tak jak sezamem, ale można było sobie na nim połamać zęby ;) wmieszany w ciasto jest wyczywalny, ale łatwo go zjeść :)




środa, 23 stycznia 2013

Gryczana z bonusem!

Kaszę gryczaną albo uwielbiam, albo nie mogę na nią patrzeć. Takie mam ambiwalentne do niej uczucia.
No... Miewałam, dopóki nie poznałam tej niepalonej, która ma lekko wyczuwalny gryczany posmak, jest bardziej neutralna i troszkę orzechowa.
W klasyfikacji kasz, plasuje się zaraz za królową - jaglanką. Jest niesamowicie odżywcza i aromatyczna.
Zawdzięczamy ją Tatarom, którzy żywili się nią podczas swoich wypraw i zostawili nam jako spuściznę. Trudny to najeźdźca, który całe doby spędza w siodle, nie śpi, rany się goją na nim jak na psie i nigdy się nie męczy... Tak, tak, to wszystko dzięki kaszy gryczanej - specjalnie przyrządzonej, ususzonej, przechowywanej w sakwie, jak cenne złoto, zjadanej w drodze garściami.
Nie bez powodu, nasze babki i prababki stosowały ją kiedy męczyły je zbyt obfite miesiączki, skoro jest tak bogatym źródłem rutyny... Nie bez przyczyny ich warkocze były długie i lśniące skoro ich główne pożywienie było tak bogate w krzem... Jest jak studnia makro, mikroelementów i witamin. Niemal bez dna :)
Szkoda byłoby nie zaczerpnąć... :)


Najlepiej komponuje się z gulaszami - mięsnym czy warzywnym... Ale któregoś dnia, zainspirowana miłością Starszej Córki do prażonych nasion słonecznika, postanowiłam umilić jej spożywanie wspomnianej kaszy za którą nie przepada... I powstała gryczana z bonusem :)
Młodsza też się zajada, na razie samą kaszą z cebulką, jak będzie miała więcej zębów dostanie i pestki ;)

porcja dla dwojga dorosłych i dwóch maluchów:
- 1 szklanki kaszy gryczanej niepalonej
- 2 szklanek wrzątku
- 1 szklanki prażonych ziaren słonecznika (można pomieszać z dynią, sezamem, orzechami - pełna dowolność, trzeba nawet porwać się na radosną twórczość;) )
- 1/2 szklanki pokrojonej w drobną kostkę cebuli
- 2-3 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno (może być też masło)
- sól, pieprz ziołowy do smaku

Kaszę zalać wrzątkiem, dodać cebulę, doprowadzić do wrzenia, pogotować z 3-4 minuty, przykryć, wyłączyć palnik i zostawić do wsiąknięcia całej wody. Powinna być miękka ale sypka.
Kiedy będzie gotowa wymieszać ją z pestkami, oliwą/masłem, doprawić i podać z czym się chce :)
U nas były buraczki i pieczona polędwica.

piątek, 4 stycznia 2013

Co robimy na obiad?

- Młoda co robimy na obiad?
- Frytki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

no tak... ale hm... my wcale nie jadamy frytek tak często jak by się mogło wydawać :) W sumie nie pamiętam kiedy je ostatnio robiłam... Chyba chwilę po ślubie kiedy testowaliśmy sprezentowaną frytkownicę. Na pewno Młodej wtedy jeszcze z nami nie było... Nie wiem skąd ten pomysł?...

No, dobra, czasem na szybko wciągniemy małe frytki z McDriva... W życiu wiele trzeba spróbować... Grunt to zachować Złoty Środek, nie? ;)

- to będą pieczone ziemniaczki, OK?

- Dobra!
- z mięskiem?
- z fasolką!
- OK, z tym i z tym.

Filet z indyka z pieczonymi ziemniaczkami i fasolką szparagową, po naszemu :)


- filet z indyka
- 3 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
- czosnek, wg uznania, u nas 3 ząbki
- kilka suszonych pomidorów, posiekanych
- dwie łyżeczki ziół prowansalskich
- pieprz, sól

Dzień wcześniej trzeba indyka trochę wymoczyć w wodzie z solą, dzięki temu nie będzie suchy. Sposób teściowej, sprawdzony ;) Następnie dziubię go porządnie widelcem i nacieram marynatą sporządzoną z powyższych składników. Noc spędza w lodówce.

Następnego dnia przekładam do naczynia żaroodpornego, przykrywam, wstawiam do piekarnika nagrzanego na 200° C i po 15 minutach zmniejszam temperaturę do 150° C i zostawiam w piekarniku na 1,5h.

Dzięki temu zewnętrzna warstwa mięsa zetnie się szybko więcej soków zostanie w środku - bo coś tam na pewno wycieknie. Można by było wcześniej mięso obsmażyć z każdej strony przed pieczeniem, ale mi się nigdy nie chce ;) 
Pod koniec pieczenia odkrywam, żeby się zarumieniło.


Pieczone ziemniaczki
- ziemniaki obrane i pokrojone w ósemki
- łyżeczka czarnuszk
- łyżeczka tymianku
- kilka ząbków czosnku pokrojonych w plasterki
- łyżka oliwy z oliwek
- sól

Na pieczone ziemniaczki zawsze wyjdzie nam więcej niż gdybym miała je zwyczajnie ugotować. Bo nie można przestać ich jeść :) Więc spokojnie obrałam całe dwa kilogramy. Pokrojone wymieszałam z wszystkimi dodatkami i wyłożyłam na blachę, na której wcześniej Starsza Córka położyła papier do pieczenia (Ja, mamo! Ja!!!). Piekły się razem z indykiem niecałą godzinę. Dobrze jest przypilnować żeby czosnek był raczej pod ziemniakami i nie był wystawiony bezpośrednio na gorące powietrze w piekarniku, bo się spali i będzie gorzki. Ja tego nie zrobiłam, więc uprzedzam!
Czosnek można upiec w łupinach, jest wtedy przepyszny, ale za to moim zdaniem mniej aromatu przechodzi do ziemniaków. 


I fasolka! Koniecznie zielona, bo 'najulubiona' :)


Gotuję na parze, bez soli -  Młodsza Córka jest Bobasem Lubiącym Wybór, ma niespełna jedenaście miesięcy, ze względu na nią sól zawsze dodaję na końcu przygotowywania potraw, kiedy jej porcja jest już odłożona. Nam w sumie też mało solę. Warzyw ugotowanych na parze nie solę wcale. Bo nikt nie zauważył że tego nie robię :) są tak smaczne same w sobie.
Do naszej fasolki po ugotowaniu dodaję łyżkę masła i posypuję ją sezamem.


I zestaw Młodszej, pieczone w tym samym czasie, jedynie w osobnym naczyniu, bo bez soli. Reszta składników jak wyżej :)


Ziemniaczki wygodnie trzyma się w łapce, mięso pokrojone w paski też, a fasolka to już w ogóle jest hit - od niej Młodsza Córka postanowiła rozszerzyć swoją dietę i pozostała jej wierną fanką :)


Prosty, można powiedzieć że pospolity obiad :) ziemniaki, pieczyste i fasolka. Ale można tak skomponować dodatki, że dostarczymy organizmowi mnóstwo wartościowych składników. Pomijając wartość odżywczą ziemniaków, fasolki i mięsa - dodatki dobierałam tak aby po pierwsze (primo!) wspomagały naszą odporność. Tymianek, czosnek i czarnuszka mają działanie przeciwzapalne, w tym dwa ostatnie działają silnie antybiotycznie. Odkażają układ pokarmowy i oddechowy - w sezonie grypowym, konieczne!
Zioła prowansalskie to m. in bazylia, wspomniany tymianek, oregano, cząber, rozmaryn, szałwia, które także posiadają właściwości przeciwzapalne oraz wspomagają układ trawienny, dzięki czemu lepiej przyswajamy to co zjadamy.
Pomidory zawierają cenny likopen, którego nasz organizm sam nie produkuje, a który jest silnym przeciwutleniaczem, a przy okazji dba o naszą cerę ;)
Do fasolki już dawno nie dodaję smażonej bułki tartej, sezam jest o niebo smaczniejszy i pasuje tu idealnie! A przy tym dba o kondycję mózgu dzięki lecytynie, ma mnóstwo witamin i jest bogaty w wiele składników mineralnych m. in. potas, magnez i żelazo, które pomagają przetrwać tę pogodową szarzyznę i towarzyszące jej zmęczenie.

- a na deser?

- jabłko.

:)