Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupa. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 23 listopada 2015
Brokułowy krem z porem i miętą.
Starsza Córka zastrajkowała, przestała zjadać w szkole obiady, które przygotowywałam dla niej wczesnym rankiem i zawoziłam w ślicznym, zielonym termosie. Głównie zupy kremy, żeby miała coś ciepłego, ale żeby nie było monotonnie lądowały tam też inne dania.
W każdym razie, termos wracał do domu pełny, więc i ja zastrajkowałam. Nie gotuję. Mogę pospać pół godziny dłużej.
Ostatnio do brokułowej zupy dodałam świeżej mięty, tuż przed jej zmiksowaniem. Wyszła fantastiko!
Brokułowy krem z porem i miętą:
1 brokuł
1 por
1 litr bulionu
1 łyżka masła klarowanego/oleju kokosowego/smalcu
sól, pieprz
kilka listków świeżej mięty.
Por siekamy i dusimy na maśle aż się zeszkli, dodajemy brokuł, pokrojony na mniejsze części, zalewamy bulionem, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy jeszcze przez 4 minuty, brokuł ma być jeszcze lekko chrupki. Wrzucamy miętę i miksujemy blenderem na gładką masę, doprawiamy solą i pieprzem.
Voila!
środa, 8 lipca 2015
Krem z brokułów i cukinii.
Najszybsza zupa świata.
Bo nie ma chyba takich warzyw które ugotują się szybciej.
Nie potrzeba do niej wywaru, uduszona na maśle cebula z czosnkiem świetnie podkreśla smak brokuła. Cukinia nadaje zupie lekkości.
Polecam!
Ostatnio zabraliśmy sobie tę zupę na działkę, zjadaliśmy w plenerze z dużych filiżanek i zagryzając pikantną rukolą :)
Krem z brokułów i cukinii:
2 cebule
3 ząbki czosnku
1 brokuł
2 cukinie
3 łyżki masła klarowanego lub smalcu z gęsiny
sól i pieprz do smaku
Cebulę i czosnek dusimy na maśle aż zmiękną. Brokuła i cukinię dokładnie myjemy. Brokuł można też pomoczyć przez chwilę w osolonej wodzie.
Gdy cebule zeszkli się i lekko zarumieni wrzucamy pokrojone na małe kawałki brokuła i cukinię, dolewamy wodę tak aby jej poziom równał się poziomowi warzyw (może być bulion na upartego, ale nie jest to konieczne). Po około 7-8 minutach miksujemy całość i doprawiamy.
Zupa gotowa :)
Smacznego!
poniedziałek, 8 czerwca 2015
Krem z batatów i marchewki.
Taki przednówek.
Wczoraj przyniosłam z ogródka przedostatni pęczek rzodkiewki i pierwsze liście jarmużu.
Pierwszy rok w ogrodzie nie zapowiada się zbyt obficie, chociaż bidy też nie będzie. Wszystko zależy od tego, jak obrodzą pomidory, ogórki i dynie. Hokkaido!!! Ukochane.
Na pewno wiem jak nie będzie wyglądał początek przyszłorocznego sezonu, ale czego można się spodziewać po ogródkowym debiucie, lekko spóźnionym i bez większego doświadczenia.
Cieszę się, że mam takie miejsce, po którym mogę chodzić boso, gdzie mogę grzebać w ziemi znosząc coraz większe jej ilości do domu, pod paznokciami.
Tymczasem posiłkujemy się kooperatywą i okolicznymi sklepami mieszając proste zupy. Wciąż 'najulubione' kremy.
Jeszcze niedawno warzywa upiekłabym w piekarniku, ale tak jest szybciej, jednogarnkowo i równie aromatycznie.
Nadaje się też dla Synka.
Krem z batatów i marchewki:
(składniki na 4 porcje + ew. dwie dokładki, jeśli dwie pierwsze porcje są małe ;) )
4 szalotki
2 ząbki czosnku
1 cm kawałek świeżego imbiru
2 duże bataty
3 marchewki
2 łyżki masła klarowanego
1/4 łyżeczki kardamonu
1/4 łyżeczki utłuczonych w moździerzu nasion kolendry
sól i pieprz do smaku.
Cebulę siekamy i podsmażamy, w garnku, na maśle z czosnkiem i imbirem, aż się zeszkli. W tym czasie obieramy bataty i marchewki, kroimy na mniejsze kawałki i dorzucamy do cebuli. Zalewamy warzywa wodą tak aby przykryła je na ok. 1cm. Gotujemy na średnim ogniu aż zmięknie marchewka, bataty gotują się troszkę szybciej. Na koniec miksujemy wszystko blenderem dodając kolendrę i kardamon.
Podajemy z prażonym słonecznikiem.
czwartek, 29 stycznia 2015
Zupa groszkowa z czosnkiem i tymiankiem.
Wczoraj zrobiłam taką tradycyjną jarzynową, z brukselką. Wyszła pyszna, nie mogłam się nią najeść. Dawno już nie gotowałam takiej zwykłej zupy. Córkom za to nie bardzo smakowała... Młodsza wygrzebała ziemniaki a Starsza kazała ją sobie zmiksować...
Znaczy że mam kontynuować zupy kremowe, najlepiej takie w jednym, ładnym kolorze. Najlepiej schodzi dyniowa z imbirem. Jest na naszym stole przynajmniej dwa razy w tygodniu. Udało nam się, a raczej Teściowi, wyhodować ogromne dynie na ogrodzie i jeszcze wyjadamy zapasy. Niestety nie są one tak wielkie, jak potrzeby Córek, więc inne kolory zup są jak najbardziej wskazane, żeby dynia nie wyszła nam zbyt szybko.
W rezultacie dzisiaj groszkowa. Z dużą ilością czosnku, bo aktualnie Młodsza Córka zainfekowana jest - kaszle, smarka i gorączkuje. Do tego tymianek i kropla oliwy z pestek dyni.
Pyszna.
Zupa groszkowa z czosnkiem i tymiankiem
1 duża cebula
1/2 pora
ćwiartka selera
1 pietruszka
1 główka czosnku
1 opakowanie mrożonego zielonego groszku
1 łyżka masła klarowanego
1 łyżeczka suszonego tymianku
sól, pieprz do smaku
Cebulę, pora i większą część czosnku obieramy, siekamy i dusimy na maśle aż się zeszklą. Dorzucamy obrane i pokrojone na mniejsze kawałki pietruszkę i selera oraz wsypujemy groszek.
Zalewamy wodą tak, aby przykryła zawartość garnka o mniej więcej dwa centymetry. Gotujemy aż warzywa i groszek zmiękną. Dodajemy przyprawy, 3-4 pozostałe ząbki czosnku, i miksujemy.
Podajemy z podsmażonymi, cienkimi plastrami wędzonego boczku, odrobiną oliwy z pestek dyni i posypujemy tymiankiem.
Smacznego!
poniedziałek, 9 czerwca 2014
Krem curry z kalarepy.
Śmieszna nazwa - kalarepka :)
Bardzo lubię te warzywo. Szczególnie na surowo, szczególnie młodziutkie prostko z ogródka.
Ostatnio zajrzeliśmy do Kotorza, do naszego ulubionego eko ogrodnika, o którym już pisałam tutaj.
W tym tygodniu mamy zamiar pojechać tam po większą ilość truskawek do zmarożenia i przetworzenia. Są czereśnie, jest miód. I nowalijki! Te wyczekane, upragnione - naturalne. Sałaty, rzodkiewki, szczypiorki, marchewki, pietruszki, pory, no wszystko :)
Dorwałam też trzy ogromne kalarepy, mimo, że przyjechaliśmy dość późnym już popołudniem i wszystko już było 'przebrane'. I dzisiaj na obiad mieliśmy z niej pyszny krem. Prosty i szybki.
Cieszę się niezmiernie, że się Córkom przestawiło i rozsmakowały się w miksowanych zupach. Robi się je szybko, gotując warzywa w małej ilości wody, więc nie traci się dużej ilości witamin i minerałów.
A tak przy okazji, piękne lato mamy tej wiosny <3
Zupa krem z kalarepy i curry.
2 duże kalarepy
2 ziemniaki
1 marchewka
1 pietruszka
kawałek korzenia selera, lub kilka gałązek jego naci.
1 mały por
1 listek świeżego lubczyku
1 łyżeczka przyprawy curry bez glutaminianu sodu
sól, pieprz
1 łyżka masła klarowanego
1,5 szklanki wody
Masło rozgrzewamy w garnku. Siekamy por, pietruszkę, lubczyk, seler i marchewkę - dusimy na maśle do zrumienienia. Zalewamy wodą. Dodajemy pokrojone na małe kawałki ziemniaki i kalarepy. Gotujemy do miękkości. Miksujemy i przyprawiamy.
Podajemy z prażonymi pestkami, łyżeczką jogurtu naturalnego i świeżymi ziołami ( u mnie tymianek i kwiaty szałwii).
czwartek, 10 kwietnia 2014
Zupa z żaby.
Oczywiście, tak na serio żaby w niej nie ma, tym bardziej, że te zielone są pod
ochroną.
Ostatnimi czasy Małgosia z Bon Appetit Małgorzaty obdarowywała sowicie opolskich blogerów czosnkiem niedźwiedzim ze swojego ogródka. Taki urodzaj był.
I ja się załapałam - był twarożek na śniadanie i zupa krem na obiad. Taka zupa nic, bo już nic w lodówce nie było.
Ziemniaczana zupa krem z czosnkiem niedźwiedzim.
5 średnich ziemniaków
1/4 selera
1 pietruszka
1/2 pora
1 cebula
2 marchewki
pęczek czosnku niedźwiedziego
2 ząbki czosnku
1/2 łyżeczki majeranku
sól, pieprz do smaku
śmietana 18% - opcja
coś chrupiącego do posypania.
Warzywa, oprócz czosnków, kroimy w dużą kostkę, zalewamy wodą tak aby ledwo je przykrywała i gotujemy do miękkości. Marchewkę wyjmujemy i zjadamy ze smakiem, w zupie zostawiamy tylko białe warzywa i dodajemy czosnek niedźwiedzi i wyciśnięty przez praskę tradycyjny czosnek. Miksujemy całość dokładnie blenderem i doprawiamy.
Można zabielić zupę śmietaną, która doda jej trochę łagodności, ale to już kwestia gustu.
Tym razem córki wciągnęły zieloną zupę ;)
Smacznego!
czwartek, 13 marca 2014
Zupa szczawiowa z kaszą jaglaną.
Tak się ostatnio cieplutko i słonecznie zrobiło, że zachciało mi się wiosennej zupy. Jestem pewna, że na łąkach rośnie już świeży i młody szczaw. Ale trzeba najpierw wykorzystać zimowe zapasy - ostatnio dostałam go aż dwa słoiczki.
Dlatego też zupa nie jest soczyście zielona.
Starsza Córka stwierdziła nawet że jest brzydka i nie będzie jej jadła.
Młodsza wyżarła jajka i ziemniaki.
Coś kwaśne zupy im nie pasują za bardzo ostatnio - nie przechodzi żurek ani ogórkowa. A ja tak lubię!
Bardzo się starałam żeby im szczawiany wapnia z kości nie wypłukały i dosypałam zdrowo kaszy jaglanej - pogardziły. Tym razem ugotowałam zupę na gołębiu, ale można użyć dowolnego bulionu - z kurczaka bądź jarzynowego.
;)
Na balkonie też wiosna. Przeżył zasiany w zeszłym roku tymianek, lubczyk nieśmiało wychyla się między grudkami ziemi. Rośnie też cebula siedmiolatka - skubiemy już szczypiorek. I zapowiada się na to że szałwia też dała radę! Jupi!
Zupa szczawiowa z kaszą jaglaną:
1 gołąb
5 małych ziemniaków
1 duża marchewka
1 pietruszka
kawałek selera
1/2 pora
1/2 szklanki kaszy jaglanej
słoiczek szczawiu.
sól, pieprz do smaku.
Jajka - ilość dowolna
Zupę gotujemy standardowo, zaczynając od wywaru z mięsa/warzwy. Dobrze wypłukane mięso zalewamy wodą (garnek 3-litrowy). Gotujemy na średnim ogniu, zbieramy łyżką cedzakową powstałe szumy. Kiedy wywar będzie już klarowny, wrzucamy pokrojone w kostkę ziemniaki, marchewkę pokrojoną w plasterki. (Por, seler i pietruszkę wrzucam w całości, potem wyciągam). Kaszę jaglaną płuczemy gorącą wodą i wrzucamy na tym samym etapie.
Gdy ziemniaki będą już miękkie dodajemy szczaw i doprawiamy.
Zupa gotowa.
Podajemy z ugotowanymi jajkami, posypujemy szczypiorkiem świeżo uskubanym z balkonu ;)
Wersję wege zaczynamy od podduszenia marchewki, pora, selera i pietruszki na maśle/oleju (pewnie dodałabym jeszcze posiekaną cebulę). Następnie zalewamy wodą, dodajemy kaszę jaglaną i ziemniaki. Gdy ziemniaki zmiękną dodajemy szczaw i gotowe!
Taka wiosna na balkonie :)
środa, 11 grudnia 2013
Zupa dyniowa rulezzz.
Cztery zupy biły się w konkursie o książkę kucharską i akcesoria kuchenne Speedcook! Wszystkie mogliśmy dzięki temu przetestować organoleptycznie, nie podejmowaliśmy decyzji kierując się li tylko opisem, bądź wyobraźnią smakową.
Wszystkie pyszne i zasługują na pierwszą nagrodę - niestety ta jest tylko jedna.
Jednogłośnie jednak zdecydowaliśmy iż zupy dyniowe królują wśród zup kremów! Dynia nadaje zupie niepowtarzalnej konsystencji...
Isa Flower gratulujemy!
Proszę o przesłanie danych do wysyłki na adres pierwszeprimo@gmail.com.
Wszystkie przepisy na zupy testowałam w speedcooku. Polecam zajrzeć do komentarzy w poście konkursowym i wypróbować wszystkie podane tam przepisy - pychotka!
A oto zwycięski krem z dyni:
Wszystkie pyszne i zasługują na pierwszą nagrodę - niestety ta jest tylko jedna.
Jednogłośnie jednak zdecydowaliśmy iż zupy dyniowe królują wśród zup kremów! Dynia nadaje zupie niepowtarzalnej konsystencji...
Isa Flower gratulujemy!
Proszę o przesłanie danych do wysyłki na adres pierwszeprimo@gmail.com.
Wszystkie przepisy na zupy testowałam w speedcooku. Polecam zajrzeć do komentarzy w poście konkursowym i wypróbować wszystkie podane tam przepisy - pychotka!
A oto zwycięski krem z dyni:
Cytuję przepis Isy Flower:
'Dynię obieramy i kroimy w kostkę (ja składniki dodaję "na oko" ale to taka połowa dyni - w zależności jaka jest jej wielkość). Ziemniaki (2) i marchewkę (1) również kroimy w kostkę (oczywiście po wcześniejszym obraniu :)) Całość wrzucam na rozgrzane masło (2 łyżki) i chwilę podsmażam. Podlewam wodą i duszę jakieś 10-15 minut. Następnie wrzucam do garnka, zalewam rosołem (zawsze domowy) i mleczkiem kokosowym (500 ml). I gotujemy do miękkości. Czasem zamiast mleczka kokosowego dodaję łyżkę oleju kokosowego. Oczywiście zupkę przyprawiamy, ścieramy imbir (ilość zależy od upodobań). Idealnie do tej zupki pasuje ugrillowana gruszka posypana cynamonem. voilà! :)'poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Zupa z zielonej soczewicy.
Wiosna się wreszcie opamiętała!
Spędzamy całe dnie na dworze, albo na balkonie. Czekamy aż bazylia, tymianek i pietruszka naciowa zaczną kiełkować, a szczypiorek z dymki urośnie na tyle, że bez wyrzutów sumienia będzie można zacząć go skubać.
Nie mam teraz czasu na skomplikowane potrawy.
Musi być szybko i pożywnie.
Jemy zupy na przemian z kaszowo-warzywnymi kotlecikami.
Soczewica stawiana na równi z mięsem pod względem zawartości dobrze przyswajalnego białka jest the best. Złożone węglowodany, witaminy z grupy B, wapń, magnez, potas, fosfor, żelazo... Jednak należy pamiętać że ma działanie kwasotwórcze i jeśli planujemy soczewicę na obiad, to warto połączyć ją z zasadotwórczą cebulą.
Dla mnie zupa soczewicowa jest świetnym sposobem na wykorzystanie resztek niedzielnego rosołu. A szczególnie mięsa, na którym był gotowany. Oddzielam je od kości, siekam i dorzucam do zupy.
Zupa soczewicowa
(Na podstawie przepisu z książki Carole Handslip The Sainsbury Book of Wholefood Cooking)
2 łyżki oliwy z oliwek
1 posiekana cebula
1 starta marchew
2 ząbki czosnku zmiażdżone
125g zielonej soczewicy
600 ml bulionu lub wody
pół łyżeczki kolendry
sól, pieprz.
W garnku rozgrzać oliwę, wrzucić cebulę i marchewkę, poddusić aż zmiękną. Dodać czosnek i soczewicę, dusić jeszcze 5 minut i wlać bulion/wodę. Doprowadzić do wrzenia i gotować pod przykryciem jeszcze ok. 40-45 minut. Aż soczewica będzie miękka.
Jeśli gotujemy zupę na niedzielnym rosole, posiekane mięso dodajemy pod koniec gotowania. Wystarczy żeby się tylko zagrzało. Doprawiamy solą, pieprzem i utłuczoną w moździerzu kolendrą.
Dla malucha odkładamy część zupy przed posoleniem.
środa, 13 marca 2013
Kapuśniak na zdrowie!
Niedawno czytałam ciekawy artykuł o kapuście kiszonej.
Zawsze wiedziałam o jej fantastycznych właściwościach, szczególnie jeśli chodzi o wzmacnianie odporności - poza ogromnymi ilościami soli mineralnych w tym wapnia, ma mnóstwo wit. C i naturalne probiotyki. Wiedziałam też że chroni przed pasożytami układu pokarmowego.
Ale nie wiedziałam że sok z kiszonej kapusty łagodzi kaszel. Nie wiedziałam też że odświeża ona umysł, daje poczucie radości i uodparnia na sytuacje stresowe, prawie jak czekolada!!!
Świetnie sprawdza się przy odchudzaniu i działa odmładzająco. ALE żeby rzeczywiście tak było trzeba zjadać ją regularnie. Przynajmniej raz w tygodniu.
Zimą kiedy wielkiego wyboru wśród warzyw nie mamy, zważając na to co sezonowe, naprawdę warto przypomnieć sobie o kiszonej kapuście i często po nią sięgać.
Oczywiście najlepiej dla nas gdybyśmy zjadali ją na surowo. Ale nie zawsze jest to możliwe - niektóre żołądki są na to zbyt wrażliwe... Dlatego warto zapamiętać aby nie gotować jej długo, wtedy nie straci zbyt wiele wartości.
Czasem otwieram słoik i wyjadam ją garściami, ale kiedy nie mam na to ochoty gotuję kapuśniak.
Wszystkie zupy robię podobnie - najpierw wywar z mięsa, do którego potem dorzucam resztę składników. Prosto i szybko. Tak też robię kapuśniak.
Tym razem zapomniałam o ziemniakach i wrzuciłam kapustę za szybko (ziemniaki nie ugotują się razem z kapustą - pozostaną twarde).
Ale nic straconego - ugotowałam ziemniaki osobno, podsmażyłam je z ulubioną surową kiełbasą - wyszło pysznie!
Bardzo dobry jest z dodatkiem wędzonego boczku, ale jeśli nie mam takiego 'swojskiego' robię bez.
Czy kapuśniak to dobry pomysł na obiad dla roczniaka? Absolutnie tak - ale bez soli, z ugotowanymi ziemniakami i bez smażonej kiełbasy. Mądrzy ludzie mówią, że kapustę kiszoną można podawać po 10 miesiącu życia.
Przepis na kapuśniak:
2 litry wywaru z indyka
1 duża marchew
1 pietruszka
kawałek selera
1/2 pora
1 cebula
1 kg kapusty kiszonej
5 ziemniaków
1 surowa kiełbasa ew. kawałek boczku
2 łyżki majeranku
1/2 łyżeczki zmielonego kminku
sól, pieprz do smaku
Na wywar używam zazwyczaj skrzydła bądź golonko indyczego, mięso potem podaję Młodszej Córce, Starsza zresztą też chętnie zjada.
Do wywaru dodaję obrane, w całości pietruszkę, seler i por. (Zwykle też w tym momencie dodaję pokrojone w kostkę ziemniaki, tym razem zapomniałam). Kiedy zmiękną trochę dorzucam startą marchew. W międzyczasie kroję cebulę w kostkę i duszę ją na maśle aż się zeszkli i dorzucam do garnka.
Kapustę kroję bardzo drobno i dodaję kiedy wszystkie warzywa są już miękkie. Bardzo lubię, kiedy kapusty jest tak dużo, można dać mniej - pół kilo spokojnie. Razem z kapustą dorzucam kminek.
Od tej chwili wystarczy kapuśniakowi jeszcze ok. 20 minut na średnim ogniu. Tak aby lekko kipiał.
Kiełbasę/boczek podsmażam, dodaję do zupy pod koniec gotowania i przyprawiam. Tym razem smażyłam je razem z ugotowanymi osobno, pokrojonymi w kostkę ziemniakami i dodałam do kapuśniaku już na talerzu. Wyszło genialnie!
Zawsze wiedziałam o jej fantastycznych właściwościach, szczególnie jeśli chodzi o wzmacnianie odporności - poza ogromnymi ilościami soli mineralnych w tym wapnia, ma mnóstwo wit. C i naturalne probiotyki. Wiedziałam też że chroni przed pasożytami układu pokarmowego.
Ale nie wiedziałam że sok z kiszonej kapusty łagodzi kaszel. Nie wiedziałam też że odświeża ona umysł, daje poczucie radości i uodparnia na sytuacje stresowe, prawie jak czekolada!!!
Świetnie sprawdza się przy odchudzaniu i działa odmładzająco. ALE żeby rzeczywiście tak było trzeba zjadać ją regularnie. Przynajmniej raz w tygodniu.
Zimą kiedy wielkiego wyboru wśród warzyw nie mamy, zważając na to co sezonowe, naprawdę warto przypomnieć sobie o kiszonej kapuście i często po nią sięgać.
Oczywiście najlepiej dla nas gdybyśmy zjadali ją na surowo. Ale nie zawsze jest to możliwe - niektóre żołądki są na to zbyt wrażliwe... Dlatego warto zapamiętać aby nie gotować jej długo, wtedy nie straci zbyt wiele wartości.
Czasem otwieram słoik i wyjadam ją garściami, ale kiedy nie mam na to ochoty gotuję kapuśniak.
Wszystkie zupy robię podobnie - najpierw wywar z mięsa, do którego potem dorzucam resztę składników. Prosto i szybko. Tak też robię kapuśniak.
Tym razem zapomniałam o ziemniakach i wrzuciłam kapustę za szybko (ziemniaki nie ugotują się razem z kapustą - pozostaną twarde).
Ale nic straconego - ugotowałam ziemniaki osobno, podsmażyłam je z ulubioną surową kiełbasą - wyszło pysznie!
Bardzo dobry jest z dodatkiem wędzonego boczku, ale jeśli nie mam takiego 'swojskiego' robię bez.
Czy kapuśniak to dobry pomysł na obiad dla roczniaka? Absolutnie tak - ale bez soli, z ugotowanymi ziemniakami i bez smażonej kiełbasy. Mądrzy ludzie mówią, że kapustę kiszoną można podawać po 10 miesiącu życia.
Przepis na kapuśniak:
2 litry wywaru z indyka
1 duża marchew
1 pietruszka
kawałek selera
1/2 pora
1 cebula
1 kg kapusty kiszonej
5 ziemniaków
1 surowa kiełbasa ew. kawałek boczku
2 łyżki majeranku
1/2 łyżeczki zmielonego kminku
sól, pieprz do smaku
Na wywar używam zazwyczaj skrzydła bądź golonko indyczego, mięso potem podaję Młodszej Córce, Starsza zresztą też chętnie zjada.
Do wywaru dodaję obrane, w całości pietruszkę, seler i por. (Zwykle też w tym momencie dodaję pokrojone w kostkę ziemniaki, tym razem zapomniałam). Kiedy zmiękną trochę dorzucam startą marchew. W międzyczasie kroję cebulę w kostkę i duszę ją na maśle aż się zeszkli i dorzucam do garnka.
Kapustę kroję bardzo drobno i dodaję kiedy wszystkie warzywa są już miękkie. Bardzo lubię, kiedy kapusty jest tak dużo, można dać mniej - pół kilo spokojnie. Razem z kapustą dorzucam kminek.
Od tej chwili wystarczy kapuśniakowi jeszcze ok. 20 minut na średnim ogniu. Tak aby lekko kipiał.
Kiełbasę/boczek podsmażam, dodaję do zupy pod koniec gotowania i przyprawiam. Tym razem smażyłam je razem z ugotowanymi osobno, pokrojonymi w kostkę ziemniakami i dodałam do kapuśniaku już na talerzu. Wyszło genialnie!
Smacznego!
środa, 27 lutego 2013
Zjedz mnie! vol. 3 i 4
Jeszcze krótko, bo tyle dań sfotografowanych czeka na swoją kolejkę!
Przystawka Adama, która stała się daniem głównym - Paris mon amour
Trzy najpyszniejsze zupy ever!
Creme de potiron
krem z dyni.
Zapewne smakowała mi tak bardzo bo zrobiona z mojej ulubionej dyni piżmowej :)
Przepisy na trufle i pralinki u Karoliny tu i tu.
Natomiast gruszki i banany w czekoladowej zalewie przygotowała Aurora:
Przystawka Adama, która stała się daniem głównym - Paris mon amour
Trzy najpyszniejsze zupy ever!
Creme de potiron
krem z dyni.
Zapewne smakowała mi tak bardzo bo zrobiona z mojej ulubionej dyni piżmowej :)
- 450 g dyni piżmowej (ok. 800 g całej dyni)
- 3 ząbki czosnku
- 2 żółte cebule
- 3 marchewki
- 2 łyżki oliwy z oliwek
- 1 l bulionu drobiowego
- 200 ml dobrego białego wina
- kiełbasa fuet
- sól i pieprz, chili
- 3 ząbki czosnku
- 2 żółte cebule
- 3 marchewki
- 2 łyżki oliwy z oliwek
- 1 l bulionu drobiowego
- 200 ml dobrego białego wina
- kiełbasa fuet
- sól i pieprz, chili
przygotowanie:
Pokrój dynię, cebulę, marchew i czosnek, a następnie połóż wszystkie składniki na blasze do pieczenia z wyższym kantem i wymieszaj z oliwą. Piecz warzywa w piekarniku w temperaturze 225 stopni przez ok 20 minut, aż delikatnie się zrumienią. Zagotuj bulion z kurczaka z winem. Zmiksuj z nim pieczone warzywa, dopraw solą, pieprzem i sproszkowanym chili. Podawaj zupę z pokrojoną kiełbasą „fuet“
Pokrój dynię, cebulę, marchew i czosnek, a następnie połóż wszystkie składniki na blasze do pieczenia z wyższym kantem i wymieszaj z oliwą. Piecz warzywa w piekarniku w temperaturze 225 stopni przez ok 20 minut, aż delikatnie się zrumienią. Zagotuj bulion z kurczaka z winem. Zmiksuj z nim pieczone warzywa, dopraw solą, pieprzem i sproszkowanym chili. Podawaj zupę z pokrojoną kiełbasą „fuet“
Creme de petits pois
krem z zielonego groszku, równie pyszny chociaż autor usilnie próbował nas przekonać że 'nie wyszło' ;)
Przepis u Adama
Oraz niezwykle aromatyczny Creme de fromage - serowy krem z nutką gałki muszkatołowej :) MNIAM!
1 litr śmietanki 30%
- 300 g sera Gruyere
- 1 łyżeczka startej gałki muszkatołowej
- sól i pieprz
- 300 g sera Gruyere
- 1 łyżeczka startej gałki muszkatołowej
- sól i pieprz
przygotowanie:
Zagotuj śmietankę. Dodaj starty ser i dopraw gałką muszkatołową, solą i pieprzem. Tak przygotowany krem możesz podać z grzankami.
Zagotuj śmietankę. Dodaj starty ser i dopraw gałką muszkatołową, solą i pieprzem. Tak przygotowany krem możesz podać z grzankami.
Naprawdę cieszę się że tam byłam, próbowałam takich przysmaków i dowiedziałam się jak przygotować je w domu. Krem z dyni zrobię niebawem, upieczoną pulpę dyniową mam jeszcze w zamrażalniku! :)
A teraz - wisienka na torcie - deser.
Niestety lampa przestała współpracować z aparatem i swoich zdjęć już nie mam. Ale nic to - mąż Karoliny, która przygotowała boskie pralinki i trufle, jest fotografem i pokażę Wam jak udokumentował tę część spotkania ;)
![]() |
| fot. Arkadiusz Kornacki |
Natomiast gruszki i banany w czekoladowej zalewie przygotowała Aurora:
Szklanka mleka
¾ szklanki śmietany 30%
2 jaja
2 duże łyżki mąki
2 tabliczki czekolady
Łyżka cukru
Pół kostki masła
Przyprawy do smaku – chilli do bananów, kardamon do gruszek
Tabliczki roztopić w gorącym mleku, pilnując by się nie przypaliło. Lekko ostudzić. Śmietanę wymieszać z jajami, mąką i rozpuszczoną czekoladą. Uwaga – mąkę przesiewać, cały czas mieszając masę. Naczynie żaroodporne wysmarować masłem. Wyłożyć wybranymi owocami, posypać cukrem. Zalać czekoladową masą. Piec w temp. 180 stopni ok.25-30 minut.
¾ szklanki śmietany 30%
2 jaja
2 duże łyżki mąki
2 tabliczki czekolady
Łyżka cukru
Pół kostki masła
Przyprawy do smaku – chilli do bananów, kardamon do gruszek
Tabliczki roztopić w gorącym mleku, pilnując by się nie przypaliło. Lekko ostudzić. Śmietanę wymieszać z jajami, mąką i rozpuszczoną czekoladą. Uwaga – mąkę przesiewać, cały czas mieszając masę. Naczynie żaroodporne wysmarować masłem. Wyłożyć wybranymi owocami, posypać cukrem. Zalać czekoladową masą. Piec w temp. 180 stopni ok.25-30 minut.
W jednym naczyniu były gruszki przekrojone na pół i przyprawione świeżo roztartym kardamonem, w drugim naczyniu były obrane banany i przekrojone wzdłuż na pół.
![]() |
| fot. Arkadiusz Kornacki |
![]() |
| fot. Arkadiusz Kornacki |
![]() |
| fot. Arkadiusz Kornacki |
Dziękuję Wam wszyscy za niesamowite spotkanie! Dobre jedzenie smakuje jeszcze bardziej wśród twórczych i otwartych ludzi!
Dziękuję Akademii Czasu Wolnego, za gościnność i umożliwienie blogosferze opolskiej delektowania się swoim towarzystwem :)
Dziękuję też Prymatowi, za to że każdy z nas mógł sam komponować smaki na swoim talerzu!
Przepisy cytowane za autorami.
środa, 30 stycznia 2013
Odżywczy barszcz ukraiński z pieczonych buraków.
Lubicie buraki?
Ja bardzo, ale nie zawsze tak było :) w dzieciństwie nie mogłam patrzeć na kolorowe zupy :)
Pomidorówka? Bleee...
Barszcz? Bleee...
No ale urosłam... i zmądrzałam ;)
Długo gotowałam tę zupę na wędzonce. Jest bardzo aromatyczna. Oczywiście wędzonka wędzona a nie wzbogacana chemicznym aromatem, który z prawdziwą wędzarnią nie ma nic wspólnego.
Na Opolszczyźnie na szczęście jest sporo małych producentów, u których nie boję się kupować, bo wiem, że dbają o to aby ich wyroby były naturalne i zdrowe.
Jednak od pewnego czasu ograniczam mięso w naszej diecie i zjadamy je 'od święta'. Tak jak nasze babki i prababki. Staram się aby w naszej kuchni więcej było kasz, strączków, sezonowych warzyw i owoców. Mięso jest dodatkiem. A nie odwrotnie.
I kiedy ugotowałam barszcz Liski, zdecydowałam że wersja bezmięsna na stałe zagości w naszej kuchni.
Tylko, że robię go wciąż po swojemu, jedyna zmiana to brak wspomnianej wędzonki :)
Dzień wcześniej piekę buraki. Myję je, odkrawam jedynie te cienkie fragmenty korzenia, zawijam każdy w folię aluminiową, i wkładam na blachę do piekarnika nagrzanego do 180st. C. Po godzinie sprawdzam widelcem czy są już miękkie. W zależności od odmiany i wielkości buraki pieką się dłużej lub krócej. Trzeba je sprawdzać po prostu. Pieczenie w całości, ze skórką pomaga zachować maksimum wartości odżywczych.
Z takich buraków można zrobić wszystko - zupę, carpaccio, użyć jako dodatek do drugiego dania np.: tak jak Brikola, dodać do sałatki, zamrozić na potem, lub pokroić w słupki i dać Maluchowi do spałaszowania ;)
Ten barszcz gotuję, gdy czuję się przemęczona, niedospana, brak mi cierpliwości i ciągle mi zimno. Bardzo dobry sposób na PMS ;) buraki jak wszyscy wiemy zawierają mnóstwo żelaza i kwasu foliowego, ale mają też wiele innych właściwości o których dużo się nie mówi. Działają oczyszczająco i odkwaszają organizm. Poprawiają funkcjonowanie wątroby i woreczka żółciowego, działają bakteriobójczo.
Polecam teraz szczególnie studentom, na czas... po sesji, który jest obfity w imprezowanie do białego rana.
Odtruje i postawi na nogi ;)
Składniki:
4-5 średnich upieczonych buraków
2 marchewki
1 pietruszka
1/4 korzenia selera
4 średnie ziemniaki
1/2 pora
1 cebula
1 jabłko
1 szklanka namoczonej przez noc ulubionej fasoli (pół szklanki nienamoczonej, podwaja objętość)
1 szklanka ugotowanej cieciorki (opcjonalnie)
5 ziaren ziela angielskiego
2 listki laurowe
1,5 litra wody
sok z połowy cytryny
sól, pieprz
do fasoli - pół łyżeczki kminku
Fasolę dzień wcześniej zalewam na noc wodą i dodaję do niej kminek. Następnego dnia gotuję w tej samej wodzie do miękkości. Nie dodaję soli, ale można posolić.
Jeśli jest to Jaś to razem z tą wodą w której się gotował dodaję do barszczu pod koniec gotowania, natomiast jeśli mam ciemną odmianę fasoli, odcedzam ją, bo ciemny wywar fasolowy psuje kolor barszczu.
Warzywa dokładnie myję i obieram. Seler, por, pietruszkę i cebulę wrzucam w całości do garnka, zalewam wodą i zaczynam gotować. Marchewkę kroję w plastry, ziemniaki w kostkę, obrane jabłko ścieram na tarce i dodaję do zupy. Gotuję aż zmiękną - można sprawdzić już po 20 - 25 minutach.
W tym czasie dodaję pieprz, liść laurowy i ziele angielskie.
Kiedy warzywa są już miękkie, dodaję fasolę i pokrojone buraki. Po 10-15 minutach buraki pięknie zabarwią zupę na czerwono - wtedy dodaję sok z cytryny, żeby zachować kolor.
Odkładam część zupy dla Młodszej Córki i wtedy dosalam. Zazwyczaj na tę ilość zupy wystarcza nam 1 płaska łyżeczka soli.
Jeśli mam ugotowaną cieciorkę to dodaję ją razem z fasolą i burakami. A gotuję ją tak.
Ja nie zagęszczam zup ani nie zabielam. Mąż lubi dodać sobie łyżeczkę śmietany do zupy już na talerzu.
Jeśli jednak lubicie zupę trochę zagęścić to polecam do tego mąką kukurydzianą. (1/5 łyżki zalewamy w kubeczku niewielką ilością wody, mieszamy dokładnie i wlewamy do zupy pod koniec gotowania).
Ja bardzo, ale nie zawsze tak było :) w dzieciństwie nie mogłam patrzeć na kolorowe zupy :)
Pomidorówka? Bleee...
Barszcz? Bleee...
No ale urosłam... i zmądrzałam ;)
Długo gotowałam tę zupę na wędzonce. Jest bardzo aromatyczna. Oczywiście wędzonka wędzona a nie wzbogacana chemicznym aromatem, który z prawdziwą wędzarnią nie ma nic wspólnego.
Na Opolszczyźnie na szczęście jest sporo małych producentów, u których nie boję się kupować, bo wiem, że dbają o to aby ich wyroby były naturalne i zdrowe.
Jednak od pewnego czasu ograniczam mięso w naszej diecie i zjadamy je 'od święta'. Tak jak nasze babki i prababki. Staram się aby w naszej kuchni więcej było kasz, strączków, sezonowych warzyw i owoców. Mięso jest dodatkiem. A nie odwrotnie.
I kiedy ugotowałam barszcz Liski, zdecydowałam że wersja bezmięsna na stałe zagości w naszej kuchni.
Tylko, że robię go wciąż po swojemu, jedyna zmiana to brak wspomnianej wędzonki :)
Dzień wcześniej piekę buraki. Myję je, odkrawam jedynie te cienkie fragmenty korzenia, zawijam każdy w folię aluminiową, i wkładam na blachę do piekarnika nagrzanego do 180st. C. Po godzinie sprawdzam widelcem czy są już miękkie. W zależności od odmiany i wielkości buraki pieką się dłużej lub krócej. Trzeba je sprawdzać po prostu. Pieczenie w całości, ze skórką pomaga zachować maksimum wartości odżywczych.
Z takich buraków można zrobić wszystko - zupę, carpaccio, użyć jako dodatek do drugiego dania np.: tak jak Brikola, dodać do sałatki, zamrozić na potem, lub pokroić w słupki i dać Maluchowi do spałaszowania ;)
Ten barszcz gotuję, gdy czuję się przemęczona, niedospana, brak mi cierpliwości i ciągle mi zimno. Bardzo dobry sposób na PMS ;) buraki jak wszyscy wiemy zawierają mnóstwo żelaza i kwasu foliowego, ale mają też wiele innych właściwości o których dużo się nie mówi. Działają oczyszczająco i odkwaszają organizm. Poprawiają funkcjonowanie wątroby i woreczka żółciowego, działają bakteriobójczo.
Polecam teraz szczególnie studentom, na czas... po sesji, który jest obfity w imprezowanie do białego rana.
Odtruje i postawi na nogi ;)
![]() |
| jak widać w łyżce, dziatwa pomagała mi w fotografowaniu ;) |
Składniki:
4-5 średnich upieczonych buraków
2 marchewki
1 pietruszka
1/4 korzenia selera
4 średnie ziemniaki
1/2 pora
1 cebula
1 jabłko
1 szklanka namoczonej przez noc ulubionej fasoli (pół szklanki nienamoczonej, podwaja objętość)
1 szklanka ugotowanej cieciorki (opcjonalnie)
5 ziaren ziela angielskiego
2 listki laurowe
1,5 litra wody
sok z połowy cytryny
sól, pieprz
do fasoli - pół łyżeczki kminku
Fasolę dzień wcześniej zalewam na noc wodą i dodaję do niej kminek. Następnego dnia gotuję w tej samej wodzie do miękkości. Nie dodaję soli, ale można posolić.
Jeśli jest to Jaś to razem z tą wodą w której się gotował dodaję do barszczu pod koniec gotowania, natomiast jeśli mam ciemną odmianę fasoli, odcedzam ją, bo ciemny wywar fasolowy psuje kolor barszczu.
Warzywa dokładnie myję i obieram. Seler, por, pietruszkę i cebulę wrzucam w całości do garnka, zalewam wodą i zaczynam gotować. Marchewkę kroję w plastry, ziemniaki w kostkę, obrane jabłko ścieram na tarce i dodaję do zupy. Gotuję aż zmiękną - można sprawdzić już po 20 - 25 minutach.
W tym czasie dodaję pieprz, liść laurowy i ziele angielskie.
Kiedy warzywa są już miękkie, dodaję fasolę i pokrojone buraki. Po 10-15 minutach buraki pięknie zabarwią zupę na czerwono - wtedy dodaję sok z cytryny, żeby zachować kolor.
Odkładam część zupy dla Młodszej Córki i wtedy dosalam. Zazwyczaj na tę ilość zupy wystarcza nam 1 płaska łyżeczka soli.
Jeśli mam ugotowaną cieciorkę to dodaję ją razem z fasolą i burakami. A gotuję ją tak.
Ja nie zagęszczam zup ani nie zabielam. Mąż lubi dodać sobie łyżeczkę śmietany do zupy już na talerzu.
Jeśli jednak lubicie zupę trochę zagęścić to polecam do tego mąką kukurydzianą. (1/5 łyżki zalewamy w kubeczku niewielką ilością wody, mieszamy dokładnie i wlewamy do zupy pod koniec gotowania).
Subskrybuj:
Posty (Atom)


































