wtorek, 2 kwietnia 2013

Autyzm jest.



Tych łobuzów znam osobiście. 
A podobnych im, podobnie czujących, widzących, żyjących w swojej własnej rzeczywistości jest mnóstwo.
Trzeba to wiedzieć.

Autyzm został oficjalnie uznany przez ONZ jako jeden z największych problemów zdrowotnych świata. Równorzędnie z rakiem, cukrzycą i AIDS.
To też trzeba wiedzieć.

I nie można być obojętnym.
Jak obchodzony jest ten dzień w Opolu, można dowiedzieć się ze strony Fundacji Prodeste.

czwartek, 28 marca 2013

Czekoladowa babka


I to nie byle jaka, bo gryczana!
Zalety gryki znamy dlatego często gości na naszym stole.
Ale nigdy w tej wersji.
Kiedy szukałam czegoś co mogłabym zrobić na święta i co nie odbiegałoby od tego o czym jest ten blog, pomyślałam najpierw o razowym mazurku. Ale takich już w sieci pełno.
Babki z kaszy gryczanej na słodko, ba, na czekoladowo, nie znalazłam. Może nie szukałam też zbyt usilnie...

Młodsza Córka wyszła dzisiaj od lekarza ze zdiagnozowanym zapaleniem ucha. Więc można się domyśleć że ostatnio mamy w domu swój własny Meksyk...

Ale babka się upiekła. Jedna już zjedzona, drugą Wam pokazuję:

Babka z kaszy gryczanej
Przepis pochodzi z książki M. Białołęckiej 'Zaskakująca kasza & ryż'

200g kaszy gryczanej
500ml wody

140g cukru trzcinowego
40g białego cukru
250ml mleka (Autorka proponuje sojowe, dałam krowie)
100g miękkiego masła
4 jajka
80g mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
2 łyżki czubate kakao
70g maku
1/2 łyżeczki kardamonu
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
2 czubate łyżki rodzynek
40g posiekanej gorzkiej czekolady

do dekoracji:
200g białej czekolady
łyżka masła
garść owoców goji
kilka ziaren kakaowca utłuczonych w moździerzu

Kaszę gryczaną zalewamy wodą, doprowadzamy do wrzenia, gotujemy kilka sekund, następnie przykrywamy i skręcamy gaz do minimum. Czekamy aż kasza wsiąknie wodę.
Kiedy kasza trochę przestygnie miksujemy ją z cukrem trzcinowym, następnie z mlekiem i odstawiamy do całkowitego wystudzenia.

Formy do babki smarujemy masłem i wysypujemy bułką tartą. Odstawiamy.
Nagrzewamy piekarnik do 190 st. C.
Oddzielamy żółtka od białek.
Masło ubijamy z cukrem i ekstraktem z wanilii aż powstanie jednolita masa, następnie dodajemy żółtka i dalej ubijamy aż całość będzie miała jasnożółty kolor.
Mąkę łączymy z proszkiem do pieczenia, sodą, kakao, makiem i kardamonem, i dodajemy partiami do żółtek ubitych z masłem, cały czas ubijając.
Następnie partiami dodajemy wystudzoną kaszę dalej ubijając.
Osobno ubijamy pianę z białek na sztywno, delikatnie łączymy z masą, dorzucamy rodzynki i kawałki czekolady.
Przekładamy ciasto do form* (mi zajęło dwie formy) i pieczemy 35 minut, bądź do 'suchego patyczka'. Jeśli forma większa i głębsza, trzeba będzie sprawdzać ciasto po tym czasie i dodać parę minut.
Wyjmujemy z blaszki kiedy całkowicie ostygnie.

Białą czekoladę rozpuszczamy powoli w kąpieli wodnej z łyżką masła. Mieszamy aż będzie jednolita. Przekładamy ją na wierzch babki, posypujemy kakaowcem i owocami goji.
Smacznego!




* można też upiec 12 babeczek.

poniedziałek, 25 marca 2013

Meksykańskie champurrado...

... czyli gęsta gorąca czekolada.

Jednak mnie też coś dopadło.
Dziewczyny trzymały się dzielnie całą zimę. Starsza Córka trochę kaszlała ale wyleczyliśmy syropami i herbatkami lipowymi z sokiem z czarnego bzu.
Młodsza okaz zdrowia. Do poniedziałku w zeszłym tygodniu. Wydaje mi się że przyczyną był spadek odporności przy ząbkowaniu - dwa zęby na raz. A jak się dzisiaj okazało, to nawet trzy. Dwa się przebiły, jeden wciąż w natarciu.
Wirusowe zapalenie gardła pokonaliśmy syropami. Dziś jeszcze kaszle i kicha, ale ogólne samopoczucie o niebo lepsze. Obyło się bez antybiotyku.
Mnie za to plecy wysiadają od taszczenia, lulania, bujania itd. No i też kicham i prycham.

Nic to. Przetrwamy, wiosna bliżej niż dalej.
Możemy sobie za to bez skrupułów podogadzać :)

Przepis na champurrado pochodzi z książki pt. 'Zaskakująca kasza&ryż' Marioli Białołęckiej, którą na blogerskim spotkaniu o książce kulinarnej pożyczyła mi Krysia.
To była miłość od pierwszego wejrzenia!
I dzisiaj kiedy myślałam o czymś rozgrzewającym i wykrztuśnym dla siebie przypomniałam sobie o nim.
Autorka proponuje zagęszczenie czekolady kaszką kukurydzianą, której nie mam. Ale pisze, że oryginalnie stosuje się w nim mąkę kukurydzianą. Którą akurat mam.

Anyż, jest od dawien dawna znany jako skuteczny środek w chorobach górnych dróg oddechowych. Działa wykrztuśnie, pobudzając błony śluzowe w gardle, krtani i tchawicy do większego wydzielania. Do tego m. in. działa mlekopędnie, co jest istotne dla matek karmiących, takich jak ja. Tym bardziej że chorująca Córka trochę zaniedbała pobudzanie produkcji.

Przepis trochę zmodyfikowałam i zmniejszyłam proporcje o połowę. Autorka proponuje litr płynu mleko i woda pół na pół - użyłam samego mleka.

Meksykańskie champurrado:
500ml mleka
laska cynamonu
gwiazdka anyżu
1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
25g ciemnego cukru trzcinowego
50g gorzkiej czekolady
25 g mąki kukurydzianej

Mleko zagotowujemy z anyżem i cynamonem, zostawiamy na 15 min. żeby mleko bardziej przeszło aromatem przypraw.
Wyjmujemy przyprawy, doprowadzamy mleko do wrzenia, dodając w międzyczasie ekstrakt z wanilii, cukier, czekoladę i mieszając aż się rozpuszczą. Do gotującego się mleka z czekoladą wsypujemy mąkę i mieszamy energicznie trzepaczką. Zmniejszamy ogień do minimum, bo inaczej mikstura zacznie się przypalać.
Po chwili zacznie gęstnieć, gotujemy jeszcze przez chwilę ciągle mieszając.
Wyłączamy i gorącą czekoladę przelewamy do kubków.

Ja swoją posypałam odrobiną sproszkowanego chilli (też dobre w czasie infekcji). Można pominąć.
Zagryzałam kandyzowanym imbirem. Jak się leczyć to smacznie, a co!
Przed podaniem polecam spienić spieniaczem do mleka!







Ps. Z serii nudy na pudy - niech już będzie wiosna!


Portret kota wg Starszej Córki, ma w sobie to coś! ;)

wtorek, 19 marca 2013

Hibiskus.


Te wczorajsze zawieje śnieżne to ostatki zimowe.
Tak jak w moich zimowych zapasach pozostały jedynie ostatki hibiskusowe.

Rozgrzewajmy się w te ostatki, zaopatrujmy organizm w bomby witaminowe (przede wszystkim polujmy na wit. C), przeciwzapalne i antybakteryjne. W taki hibiskus na przykład, z lipą i miodem.
Bo kiedy zaczniemy się tą wiosną rozbierać to zaskoczyć nas może jeszcze jakaś grypa.
Oby nie!
Zadbajmy więc o siebie zawczasu.
A i z grypą taka mikstura powalczy.
Hibiskus działa przeciwzapalnie i obniża gorączkę, lipa działa napotnie i wykrztuśnie, miód - wiadomo.

Torebkę herbaty lipowej wrzucamy do małego rondelka, zalewamy szklanką zimnej wody, powoli doprowadzamy do wrzenia, dorzucamy hibiskus i na małym ogniu gotujemy ok. 10 minut.
Kiedy lekko przestygnie dosładzamy miodem. Wieczorem można dodać kilka kropli rumu...
Ambrozja!



Ps. Opolanie i Opolanki! Niebawem jarmark przedświąteczny na Krakowskiej, szukajcie pani z ziołami w płóciennych workach!!! Ma własny hibiskus, czarnuszkę, rozmaryn, bazylię, oregano, tymianek, cząber i wiele innych wartościowych, aromatycznych, prawidłowo zebranych i wysuszonych ziół. Niestety nie pamiętam jak się nazywa, obiecywała że będzie do Opola wracać. Ja będę jej szukać!