Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla biegacza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla biegacza. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 września 2013

Opolskie FIT.



Opolska Blogosfera Kulinarna rośnie w siłę. Żarłostacja, nasza perełka, stała się się punktem zwrotnym w życiu każdego z nas. Jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać kolejne i kolejne propozycje imprez kulinarnych w których blogerzy uczestniczą z ogromną radością i zaangażowaniem. To wszystko skłoniło nas do zawiązania Stowarzyszenia Opolskiej Blogosfery Kulinarnej. Dzięki temu łatwiej będzie nam dzielić się swoją pasją między sobą ale też przede wszystkim z mieszkańcami Opola i Opolszczyzny.
Wiemy że to, co się zaczyna dziać jest wyjątkowe i przyniesie niesamowite owoce. Ba, już przynosi.

Mogę powiedzieć sama za siebie, że poznałam niesamowitych ludzi, utalentowanych pasjonatów, od których tyle się uczę! Kiedy spędzam z nimi czas mam dwustuprocentową pewność, że nie jest to czas zmarnowany. I świetnie odnajduję się w tej różnorodności, którą łączy jeden mianownik - gotowanie.

W ubiegły weekend razem z Kasią i Krysią miałam przyjemność częstować zdrowymi przekąskami na Pikniku Plenerowym w Parku Nadodrzańskim w ramach akcji Opolskie Fit. Nawet nie spodziewałam się że blogerskie stoisko będzie przyjęte z takim entuzjazem, czego powodem niewątpliwie były ceny naszych Fit - przekąsek: twarożek z gruszką - trzy przysiady, orkiszowy bananowy kąsek - sześć przysiadów, ciastka digestive - 3 przysiady, etc.
Ćwiczyli i duzi i mali. Niektórzy sumowali ceny potraw i trzaskali tyle przysiadów ile potrzebowali by spróbować czegoś więcej. Byłam pod ogromnym wrażeniem 70 letniej Pani, która po Nordic Walkingu zrobiła jeszcze u nas 10 przysiadów! Chórem ćwiczyli rowerzyści, fitness instruktorki, które chwilę po degustacji pięknie wywijały zumbę na parkiecie z chętnymi uczestnikami.
Wrażenia niesamowite!

Po półtorej godzinie od rozpoczęcia nie miałyśmy już czym częstować, nasze smakołyki rozeszły się jak świeże bułeczki.
Jeśli ktoś z Was chciałby spróbować moich propozycji zapraszam po przepisy:


1. Lekki gruszkowy twarożek z chrupiącymi orzechami 
(na dwie porcje)

duża słodka gruszka
1/2 szklanki różnych orzechów
1 łyżka masła
1 łyżka cukru trzcinowego
1 łyżka miodu
1 kostka chudego twarogu
jogurt naturalny
limonka
kilka kropli ekstraktu waniliowego.

Limonkę myjemy pod strumieniem gorącej wody. Osuszamy i na tarce o drobnych oczkach ścieramy zieloną skórkę. Wyciskamy sok. Gruszkę kroimy w kostkę, mieszamy ze skórką i sokiem z limonki.
Orzechy siekamy - miałam brazylijskie, laskowe, nerkowce i włoskie. Na patelni rozpuszczamy masło z cukrem i karmelizujemy na nim orzechy do momentu aż staną się chrupiące. Ważne żeby były posiekane na w miarę jednakowej wielkości kawałki, bo mniejsze mogą się przypalić zanim większe się uprażą.

Twarożek miksujemy blenderem na wysokich obrotach z miodem, wanilią i jogurtem na gładką masę. Jeśli macie ochotę - warto wcześniej przepuścić go ze dwa razy przez maszynkę. Można też pójść łatwiejszą drogą i kupić gotowy gładki serek naturalny.
Zmiksowany twarożek przełożyć do miseczek, następnie ułożyć warstwę gruszkową a wierzch posypać orzchami.
Takie proste!


2. Razowe bananowe kąski:

125 g masła
80g cukru trzcinowego
2 jajka
125 g pszennej mąki razowej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 banany pokrojone w kostkę
125 g orzechów włoskich
2 łyżki miodu

Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia.
Orzechy siekamy i mieszamy z miodem.
Masło z cukrem miksujemy na puszystą masę. Wbijamy jajka pojedynczo, z drugim dodają łyżkę mąki. Następnie do masy dodajemy resztę mąki i banany delikatnie mieszając drewnianą szpatułką.
Rozsmarowujemy miksturę na kwadratowej blaszce do brownies wyłożonej papierem. Na wierzchu równomiernie rozkładamy orzechy.
Pieczemy 20-25 minut w 190st. C, bez termoobiegu.
Gotowe ciasto jest sprężyste, lekko naciśnięte wraca do poprzedniego stanu.
Kroimy na wąskie prostokąty kiedy całkowicie ostygnie.


3. Domowe ciasteczka digestive:

225g masła
1 szklanka cukru trzcinowego
2 jajka i jedno białko
2 szklanki mąki owsianej
2 i 1/4 mąki orkiszowej pełnoziarnistej
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki soli
szklanka posiekanych suszonych na słońcu moreli i suszonej żurawiny

Piekarnik nagrzewamy do 150st. C. Nastawiamy termoobieg.
Suche składniki mieszamy dokładnie.
Masło miksujemy z cukrem na puszystą masę, po jednym dodajemy jajka.
Mieszamy suche z mokrymi dokładnie, dodajemy bakalie.

Ciasto nakładamy łyżeczką na blachę wyłożoną papierem do pieczenia w 4-5cm odstępach.
Pieczemy 12-15 minut.
Jeszcze miękkie ciasteczka zdecydowanym ruchem ściągamy z blaszki przy pomocy płaskiego narzędzia ;) i studzimy na kuchennej kratce.


A tu nasze piękne stanowiska:

Co na obiad i relacja Krysi


Kuchnia w opałach i relacja Kasi



i Pierwsze primo!








wtorek, 6 sierpnia 2013

Fasolka, kurczak, pestki.


Latem lubię gotować szybko, prosto, bez wystawania przy gorących garach czy piekarniku.
Najlepiej kiedy składników nie jest zbyt wiele.
Najlepiej kiedy można zrobić więcej, na dwa dni.

Fasolka szparagowa ma mnóstwo składników odżywczych i mało kalorii a przy tym jest bogatym źródłem błonnika więc wspomaga odchudzanie. Najbardziej wartościowa jest młoda, kiedy nasionka w środku są jeszcze bardzo małe, a strąk łatwo złamać palcami. Jest wtedy też smaczniejsza i mniej łykowata.
Wzmacnia organizm, podnosi odporność, działa przeciwzapalnie - warto ją jeść przy chorobach stawów, chorobach dróg moczowych. Dzięki niskiemu indeksowi glikemicznemu jest korzystnym produktem w diecie cukrzyków.
Zielona ma tę przewagę nad żółtą że zawiera więcej beta karotenu - wit. A.

Do fasolki trochę ulubionego przez dzieciaki kurczaka obsmażonego z czosnkiem, prażone pestki. I obiad gotowy! Mąż Biegacz też nie pogardzi przed treningiem! Szczególnie z solidną porcją brązowego ryżu.

Proporcje nie grają większej roli.

Składniki:

1/2 kg fasolki szparagowej zielonej
1 filet z kurczaka - najlepiej z dobrego źródła
2 ząbki czosnku
pół szklanki pestek słonecznika
1/4 szklanki nasion białego sezamu
2 łyżki oliwy z oliwek
pieprz ziołowy
sól

Fasolkę umyć, odkroić końcówki i posiekać na 2 cm kawałki. Ugotować na parze do miękkości.
Kurczaka pokroić w kostkę. Czosnek przecisnąć przez praskę wymieszać z oliwą, doprawić solą i pieprzem ziołowym do smaku. Taką pastą natrzeć dokładnie kurczaka i obsmażyć go na rozgrzanej patelni - nie dodawać już tłuszczu.
Słonecznik i sezam wysypać razem na suchą, rozgrzaną patelnię i lekko podprażyć aż zaczną się złocić. Sezam potrzebuje więcej czasu żeby nabrać koloru niż słonecznik, ale nie czekamy ;)
Na koniec połączyć wszystkie składniki, ewentualnie doprawić do smaku.
Można dodać jeszcze łyżkę oleju sezamowego - ale nie jest to konieczne.

Smacznego!


ps. moja fasolka bierze udział w akcji:

wtorek, 12 marca 2013

Jedz i biegaj - Fasolinki.

W sumie jest to przepis na batony czekoladowe z fasolą adzuki wg Scott'a Jurek'a, ale wspólnie z Aurorą lekko go zmodyfikowałyśmy i stworzyłyśmy fasolinki - fasolowe pralinki :)
Przepis adresowany do biegaczy, którzy taką fasolinkę mogą wziąć ze sobą na trasę i zjeść kiedy poczują głód. Ale uważam, że równie dobrze każdy nie-biegacz, może wziąć taki smakołyk do pracy na drugie śniadanie i to bez wyrzutów sumienia!
Już tłumaczę dlaczego.
Fasola adzuki jest szczególnie polecana osobom, którym zależy na utracie wagi - jest niskokaloryczna i uboga w tłuszcze. Odtruwa organizm - będąc bogatą w rozpuszczalny błonnik usuwa zbędny cholesterol.
Więcej ciekawych informacji o tej fasoli tu.

Dodatek prawdziwego kakao, gorzkiej czekolady i bakalii jest jak wisienka na torcie w tej zdrowej i smacznej przekąsce.

Przepis na fasolinki:
400g ugotowanej fasoli adzuki
1 średni przejrzały banan
1/2 szklanki mleka
1/2 szklanki mleczka kokosowego
1/2 szklanki mąki orkiszowej, bądź zmielonych otrębów orkiszowych
1/2 szklanki mąki ryżowej
4 łyżki naturalnego kakao w proszku
1/2 szklanki startej gorzkiej czekolady/wiórków czekoladowych/chocolate chips etc
5 łyżek miodu
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1/2 łyżeczki soli morskiej


Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni.
W blenderze miksujemy fasolkę, banana, mleko i mleko kokosowe aż do uzyskania gładkiej, kremowej konsystencji . Dodajemy mąkę, kakao, czekoladę, miód, wanilię i sól.
Miksujemy aż składniki się połączą. Przekładamy masę na wyłożoną pergaminem blachę do brownies (moja 28x24) i pieczemy ok 35-40 minut. Aż wierzch lekko wyschnie i popęka.

Po wystudzeniu kroimy na małe kwadraciki, dekorujemy czekoladową polewą, orzechami, owocami goji, płatkami migdałowymi i rozgniecionymi w moździerzu ziarnami kakaowca.


Czekoladowa polewa Aurory:
do tego rodzaju łakoci proponuję najprostszą z najprostszych receptur - roztopić czekoladę w kąpieli wodnej (oddzielnie - mleczna i deserowa) z dużą łyżką masła. I gotowe.








czwartek, 28 lutego 2013

Dyniowy gulasz z cieciorką.

Dla tych którzy we wtorek słuchali w Radio Opole, a chcieliby również i przeczytać :)

Zawsze kiedy 'czuję się niewyraźnie' mam ochotę na kanapkę z grubymi plastrami surowej cebuli.
Mogłabym ich wtedy zjeść cały stos! Albo takich z czosnkiem.
Nauczyłam się ufać swojemu organizmowi i spełniam takie zachcianki w trymiga ;-)

Ale nie o tym dzisiaj miałam.
O gulaszu z dyni.
Pokochałam dynię dopiero jesienią zeszłego roku. Nigdy wcześniej nie próbowałam jej miąższu, ani żadnego przyrządzonego z niego dania. Wcześniej istniały tylko pestki.
Dlaczego właśnie teraz? Bo Młodsza Córka weszła w etap rozszerzania diety właśnie w sezonie dyniowym. Zjadała pieczoną garściami, a ja razem z nią :).
I w szoku wielkim byłam jak po paru dniach poprawił mi się metabolizm! Usiadłam więc przed komputerem i zaczęłam czytać o właściwościach dyni. Z każdym kolejnym zdaniem szerzej otwierały mi się oczy, a po lekturze, nie odmówiłam już żadnej propozycji obdarowania mnie tym warzywem, ba! zaczęłam pasjami ją kupować i przerabiać, żeby mieć na później :)
Przyrządzałam z nich placki, keksy, zupy, gulasze, dżemy, próbowałam nawet zrobić kopytka dyniowe - ale ta próba okazała się kompletną klapą... Wypróbowałam różnych odmian i już wiem, że moje dwie ulubione dynie to hokkaido - mała i czerwona oraz piżmowa - podłużna, w kształcie przypominająca gruszkę z bardzo małym gniazdem nasiennym.

Dynia jest warzywem bardzo bogatym w witaminy - im bardziej intensywny kolor miąższu, tym więcej ma w sobie wartości. Zawiera mnóstwo składników mineralnych i jest bardzo bogata w białko. Świetna sprawa dla biegaczy!
Jak już wspomniałam, z własnego doświadczenia wiem że poprawia metabolizm, a w dodatku świetnie wpływa na cerę - nawadnia ją, poprawia koloryt i zapobiega starzeniu (polecam maseczkę z dyniowej papki ;) ). Dzięki dużej ilości beta-karotenu, który w organizmie przekształca się w wit. A dba o nasz wzrok. I, co bardzo ważne w przypadku Maluchów, zapobiega krzywicy, więc z powodzeniem może zastąpić marchewkę przy pierwszych próbach karmienia dziecka pokarmami stałymi.
Jest lekkostrawna, odkwasza organizm, co moim zdaniem jest kolejnym przejawem mądrości 'matki natury'. Kiedy najlepiej odkwasić organizm, oczyścić go i dzięki temu wzmocnić immunologicznie jeśli nie jesienią?

Wiem, wiem, że nie sezon teraz na dynie. Powinnam napisać o tym jesienią! Ale jesienią Pierwsze primo! jeszcze nie istniało :) nie było go nawet w planach ;)
A post o dyniowym gulaszu dlatego, że przygotowałam go jakiś czas temu dla Pani Justyny, która jest autorką audycji Mama na obcasach :)

Żeby danie było bardziej białkowe, specjalnie dla Męża Biegacza dodałam do gulaszu ugotowaną dzień wcześniej cieciorkę oraz fasolkę szparagową.

Dyniowy gulasz z cieciorką:
1 dynia hokkaido
2 marchewki
1 szklanka fasolki szparagowej (moja była z mrożonki)
1 szklanka ugotowanej cieciorki
1 duża cebula
2 łyżki oleju rzepakowego
1/2 łyżeczki curry
sól, pieprz ziołowy do smaku

Warzywa dokładnie myjemy.

Cebulę kroimy w piórka, marchew w słupki i dusimy razem na oleju aż cebula się zeszkli a marchew nieco zmięknie. Dorzucamy fasolkę, dolewamy odrobinę wody i dusimy na małym ogniu.
W tym czasie pozbywamy dynię gniazda nasiennego i kroimy ją w kostkę (skórki nie obieramy!). Dorzucamy ją do duszących się warzyw kiedy fasolka będzie już w połowie gotowa. Czekamy aż dynia zmięknie zacznie się rozpadać.
I teraz jeśli wolimy warzywa bardziej jędrne a dynię w jako takich kawałkach, to w tym momencie przyprawiamy i kończymy gotowanie. Jeśli zaś wolimy jeśli warzywa rozpływają się w ustach a dynia całkiem się rozpadnie, to jeszcze trochę czekamy co chwilę mieszając. Dynia rozpadając się utworzy gęsty sos, o wspaniałej aksamitnej konsystencji! Nic absolutnie nie trzeba więcej zrobić żeby był idealny :)
Dla Malucha BLW odkładamy część gulaszu po dodaniu przypraw, ale przed posoleniem!
Cieciorkę można podawać dzieciom po 18 miesiącu życia, więc tę dodajemy na samym końcu pozwalając jej jedynie osiągnąć temperaturę potrawy.
Można posypać prażonym słonecznikiem, albo sezamem :) Podawać z makaronem, ryżem, kaszą, ziemniakami, lub zajadać solo :)
Smacznego!

wersja BLW



ten przepis bierze udział w akcji: warzywa strączkowe edycja zimowa

środa, 6 lutego 2013

Jedz i biegaj: Naleśniki truskawkowe z ośmiu ziaren.

Jutro tłusty czwartek. Wypadałoby włączyć się do wszechblogowokulinarnej akcji pt. 'Pączki i faworki'.
Ale Pierwsze primo! się wyłamuje, poniekąd ;)
Pączki zje, ale nie usmaży, bo nie umie. Próbowało nie raz, ale albo wyszły zakalce, albo płaskie opadłe nie-wiadomo-co.
:)
W naleśnikach też nie jestem prymusem, ale jest coraz lepiej. Próbuję i uczę się bo Mąż i Córki bardzo je lubią. Więc dzisiaj będą pancakes. Ale inaczej. Wg Scotta Jurek'a.
Szczerze mówiąc nie wszystkie przepisy z jego książki są do odtworzenia u nas bez modyfikacji, a może są tylko ja nie wiem jak dotrzeć do produktów - bo niekoniecznie jestem przekonana do kupowania jedzenia przez Internet.
W każdym razie pancakes z ośmiu ziaren, bez jaj da się zrobić. Wystarczy mieć zamiłowanie do monitorowania stoisk ze zdrową żywnością w sklepach w swojej okolicy :) serio.
Wszystkie składniki których użyłam kupiłam w promieniu jednego kilometra od własnego domu. W okolicznym PSS Społem (tak jeszcze istnieją!) i w Polo Markecie. W tych sklepach kupuję głównie mąki, siemię lniane, ekspandowany amarantus, płatki owsiane, orkiszowe etc.

Jeśli trudno będzie Wam znaleźć którąś z mąk z przepisu, zmiksujcie po prostu w blenderze wybrane ziarna czy to w postaci kaszy, czy płatków.
Rolę spoiwa odgrywa w nich zmielone siemię lniane.


Dla biegacza takie naleśniki są kapitalną dawką węglowodanów i białka, świetnie nadają się do posilenia przed jak i podczas treningu.
W smaku są inne, niż tradycyjne pancakes, trochę zaskakujące - to do przewidzenia ze względu na różnorodność składników... Ale są smaczne, nie są cieżkie, tak jak się tego spodziewałam, nawet ze zmniejszoną ilością proszku do pieczenia. Szczerze polecam, bo to zdrowsza, bardziej odżywcza alternatywa ;)

Naleśniki truskawkowe z ośmiu ziaren
1/4 szklanki mąki orkiszowej
1/4 szklanki mąki gryczanej
1/4 szklanki mąki pszennej razowej
1/4 szklanki mąki owsianej
1/4 szklanki mąki jaglanej
1/4 szklanki mąki żytniej
1/4 szklanki mąki jęczmiennej (nie miałam, zastąpiłam amarantusową)
1/4 szklanki mąki kukurydzianej
1/4 szklanki zmielonych ziaren lnu lub szałwii hiszpańskiej (dałam len)
2 łyżeczki proszku do pieczenia (dałam jedną)
1/2 łyżeczki soli morskiej
2 szklanki mleka (Scott - weganin proponuje ryżowe, ja dałam krowie)
3 łyżki oliwy z oliwek (wg mnie zbyt intensywna w smaku - dałam olej rzepakowy)
2 łyżki syropu z agawy lub klonowego (dałam 2 łyżki cukru trzcinowego, można dać też miód)
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 1/2 szklanki pokrojonych mrożonych lub świeżych truskawek (pominęłam)
olej kokosowy do smażenia - ale może być jakikolwiek mamy w domu ;)

do podania: to z czym lubimy jeść naleśniki, u nas był miód i domowe powidła śliwkowe.


Wsypujemy wszystkie rodzaje mąki, siemię lniane, sól i proszek do pieczenia do miski, dokładnie mieszamy.
Dodajemy mleko, oliwę, syrop/cukier, wanilię, i znów dokładnie mieszamy. Następnie delikatnie należy wmieszać truskawki.
Nabieramy ciasto chochelką do zupy, tak aby zajęło 3/4 jej pojemności. 
Smażymy na niewielkiej ilości rozgrzaneg oleju aż spód naleśnika się zarumieni a na wierzchu pojawią się bąble, wtedy przewracamy naleśnik na drugą stronę i jeszcze krótko dosmażamy :)


Ps. policzyłam ile mi wyszło naleśników z tej porcji ale już zapomniałam :) w każdym razie najedliśmy się wszyscy :)



środa, 16 stycznia 2013

Burgery z soczewicy

Lubię warzywne burgery. Bardzo.
Wariacji na ich temat jest mnóstwo. Można dowolnie dobierać składniki, według własnego gustu. Ważne żeby zastosować jakąś zwartą bazę, która utrzyma wszystkie składowe - czy to z kaszy, czy ze strączków.
Ja bardzo lubię takie na bazie kaszy jaglanej, albo soczewicy. Dlatego pierwszym przepisem jaki wybrałam z książki pt. 'Jedz i biegaj' jest ten na burgery z soczewicą i pieczarkami.

Soczewica jest moim ulubionym strączkiem. Głównie ze względu na to, że jest najzdrowsza z roślin strączkowych, najszybciej się gotuje i nie trzeba pamiętać, żeby dzień wcześniej ją namoczyć ;). Jest bardzo bogata w białko, więc z powodzeniem może zastępować mięso. Zawiera kwas foliowy, wapń, fosfor i żelazo, a w dodatku jest polecana w różnych dietach ze względu na niski indeks glikemiczny.
Przy tym wszystkim smakuje wybornie, w konsystencji nie jest sucha jak różne fasole czy cieciorka, w związku z czym potrawy z niej przygotowane są wilgotne i mięsiste.
 
W skład dzisiejszych burgerów wchodzi też siemię lniane - mające zbawienny wpływ na śluzówkę układu trawiennego, i nie tylko -  na przykład świetnie łagodzi suchy kaszel. Jest też bogatym źródłem cynku i kwasów omega 3.
Dodawane do potrawy spaja ją, podobnie do białka z kurzego jaja, i nadaje jej gładkiej konsystencji.

Proszę się nie przerażać ilością składników - dla końcowego efektu warto przez nie przebrnąć ;)
Świetnie smakują z prostym sosem pieczarkowym i brokułami.


Składniki na 12 burgerów o średnicy 10cm:
1 szklanka suszonej zielonej soczewicy (2 i 1/4 ugotowanej)
2 i 1/4 szklanki wody
1 łyżeczka suszonej natki pietruszki
1/4 łyżeczki czarnego pieprzu
3 posiekane ząbki czosnku
1 i 1/4 szklanki posiekanej cebulki
3/4 szklanki posiekanych orzechów (zastąpiłam świeżo prażonym słonecznikiem)
2 szklanki drobnej bułki tartej*
1/2 szklanki zmielonego lnu
3 szklanki drobno pokrojonych pieczarek (starłam na tarce - szybciej ;) )
1 1/2 szklanki jarmużu, szpinaku lub innych zielonych liści (ja dałam startą małą cukinię, bo tylko takie zielone warzywo akurat miałam ;) )
2 łyżki oleju kokosowego bądź oliwy z oliwek

3 łyżki octu balsamicznego
2 łyżki musztardy dijon
2 łyżki płatków drożdżowych (nie wiem co to jest, pominęłam ;) )**
1 łyżeczka soli morskiej

1/2 łyżeczki papryki

Soczewicę, pietruszkę, ząbek czosnku i ćwierć szklanki cebulki zalać wodą i doprowadzić do wrzenia. Potem zmniejszyć ogień i częściowo przykryte gotować na mniejszym ogniu aż soczewica wchłonie wodę i zrobi się miękka (35-40min).


W tym czasie w misce wymieszać składniki suche - bułkę tartą, siemię lniane, sól, pieprz i paprykę. (Autor tutaj dodaje także płatki drożdżowe i orzechy).
Pozostałą cebulkę i czosnek dusić z cukinią i pieczarkami na małej ilości tłuszczu przez 10 minut, potem odstawić.


Soczewicę zdjąć z ognia, zmiksować, dodać uduszone warzywa, jeszcze trochę pomiksować i dodać suche składniki oraz przyprawy (sól, pieprz, ocet, musztarda) - powstanie gęsta pasta. Na koniec do pasty dodałam słonecznik - można go też dodać wcześniej i zmiksować z soczewicą, ale wg mnie całe pestki chrupiące podczas zjadania burgerów są smaczniejsze.


Masę trzeba dokładnie wymieszać i wstawić na ok. 15-30 min. do lodówki.
Po tym czasie formować z niej burgery i smażyć na rozgrzanym oleju do zarumienienia. Można je też upiec i tak też zrobiłam z częścią masy, ale nie są takie dobre jak usmażone, są bardziej wysuszone, więc nie polecam.


Oczywiście w międzyczasie robiła się wersja BLW burgerów dla Młodszej Córki.
Najpierw osobno dusiłam cebulkę z cukinią, odłożyłam część i dopiero dodałam pieczarki.
Tak samo zrobiłam z soczewicą - odłożyłam część zmiksowanej zanim dodałam warzywa i przyprawy. Potem jeszcze raz zmiksowałam, dosypałam odrobinę pieprzu ziołowego dla smaku i dalej postępowałam tak jak z właściwymi burgerami :) Słonecznik ze względu na możliwość zadławienia się pominęłam, chociaż w sumie też mogłam go zmiksować, ale najpierw musiałby się pomoczyć przynajmniej z godzinę, żeby był miękki. A pieczarki zaleca się wprowadzać do diety maluchów dopiero po ukończeniu 2 roku życia, więc na razie Młodsza jeszcze na nie poczeka.
Z masy formowałam wałeczki, które łatwiej trzyma się w małej łapce ;)


Mąż biegacz poleca takiego burgera do buły! Super wzmacniający przed porannym treningiem!
Smacznego!

* warto jest zużywać resztki niezjedzonego pieczywa i zmielić je w maszynce, zamiast kupować gotową bułkę tartą.
** wujek Google powiedział mi co to są te płatki drożdżowe i się zacznę za nimi rozglądać, bo... z tego co czytam to warto, zdrowe są ;)