Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdże. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 maja 2013

Bułgarski chlebek zwany słonecznikiem.


Pyszne drożdżowe chlebki, puchate i mięciutkie jak kaczuszka.
Pierwsze jakie upiekłam, zrobiłam prawie dokładnie według przepisu Doroty z Moich Wypieków - masło jakim smarowałam placki ciasta było czosnkowe (super dodatek do domowego żurku!). I mimo że trochę z nimi zabawy, chętnie zrobiłam je jeszcze raz, tym razem nieco modyfikując przepis. Tym razem z połowy proporcji. Długo nie wiedziałam jakim cudem znów wyszły mi dwa :) Ale już doszłam dlaczego. Matematyka u mnie leży i kwiczy :)
Dodałam trochę błonnika w postaci żytniej mąki razowej, posłodziłam miodem, a posmarowałam masłem z pastą sezamową. 

W ten sposób mięciutka drożdżówka nie jest li tylko słodkim zapychaczem, ale przemyca trochę witamin i minerałów. Sezam jest bogatym źródłem witamin z grupy B a także A, E oraz wapnia, żelaza, magnezu, selenu, cynku i potasu. Zawierają również kwasy wielonienasycone oraz naturalne przeciwutleniacze, które hamują procesy starzenia.

Dodatek mąki żytniej nie spowodał że chlebek stracił na puszystości. Ciasto podczas wyrabiania jest trochę bardziej ciągnące i trzeba troszkę mocniej podsypywać je mąką, ale po upieczeniu jest tak samo puchate jak na samej mące pszennej.

Początkowo zaskoczył mnie w przepisie ocet. Ale potem przypomniałam sobie jak moi rodzice gościli kiedyś w domu krzepkich Bułgarów, którzy do zupy wlewali litry octu, i stwierdziłam, że widocznie przepis jest oryginalnie bułgarski ;)

Bułgarski chlebek zwany słonecznikiem, z mąką żytnią i dodatkiem pasty sezamowej.

400g mąki pszennej
100g mąki żytniej razowej
20g świeżych drożdży
2 jajka + 1 żółtko do posmarowania
2 łyżki miodu wielokwiatowego (można zastąpić innym)
1 i 1/2 łyżki octu winnego 6%
1 i 1/2 łyżki oleju słonecznikowego
1/2 łyżeczki soli
1 szklanka letniego mleka

oraz do posmarowania ciasta:
60g masła w temperaturze pokojowej
2 łyżki czubate pasty sezamowej (tahini)
3 łyżki czubate cukru trzcinowego
na pastę sezamową:
1/2 szklanki białego sezamu

Składniki powinny być w temperaturze pokojowej.
Drożdże rozetrzeć z łyżką cukru, łyżką mąki i odrobiną mleka. Odstawić aż urosną do brzegów miseczki/kubka.
Mąki wymieszać z solą, dodać roztrzepane jajka, miód, mleko, olej i miód. Składniki dokładnie wymieszać, przełożyć na stolnicę i wyrabiać, lekko podsypując mąką, aż mąka wypuści gluten ciasto zrobi się sprężyste i zacznie odchodzić od rąk. Przełożyć do miski i odstawić na ok. godzinę do wyrastania. Powinno podwoić objętość.

W tym czasie przygotować pastę sezamową:
sezam uprażyć na suchej patelni aż będzie złoty. Wystudzić i zmielić w blenderze.
W niektórych przepisach do tahini dodaje się olej, ale ziarna sezamu są tak tłuste, że w czasie mielenia samoistnie tworzy się klejąca pasta, uznałam że to wystarczy. Nigdy nie jadłam oryginalnej, więc pewnie się nie znam ;)

Teraz wymieszać dokładnie masło z pastą sezamową (dwoma łyżkami!) i cukrem.
Gotowe.

Po wyrośnięciu ciasto pokroić na dwie części, a potem każdą z nich na cztery. Powstanie osiem kulek ciasta.


Cztery kulki z pierwszej części rozwałkować cienko, jak naleśniki. Będą wielkości talerza. Dobrze podsypywać mąką, bo ciasto z dodatkiem mąki żytniej klei się bardziej. Każdy smarować przygotowaną wcześniej masą i układać jeden na drugim.


Kiedy czwarty placek będzie już leżał na pozostałych, posmarować go i zwinąć wszystkie razem w rulon. Następnie pokroić tak aby powstały trójkąty.


W rezultacie powinny nam wyjść dwa takie ruloniki. 
Trójkąty układać w tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia po brzegach, tworząc platki kwiatu słonecznika, końce rulonów zwinąć w kulki i ułożyć w środku.


Ułożone pozostawić w blaszce jeszcze pół godziny do napuszenia. Przed pieczeniem posmarować roztrzepanym żółtkiem i posypać sezamem.


Piec w temperaturze 190st. C przez 30 minut. Bez termoobiegu! Jeśli ciasto z wierzchu zacznie się zbyt mocno przypiekać na długo przed końcem pieczenia trzeba przykryć je folią aluminiową.

Smacznego!



środa, 2 stycznia 2013

z miłości... :)

Witam :)

Moim noworocznym postanowieniem było znalezienie motywacji do rozpoczęcia blogowego tworzenia.

I konsekwentnego trwania w nim.
A że najbliżej mi do słomianych zapałów, mam ogromną nadzieję, że świeżo poznana opolska brać blogerska pomoże mi palić się dłużej ;)

Inspiracją do powstania tego bloga jest miłość do mojego męża i naszych córek, których lubię odżywiać zdrowo. W mojej kuchni nie znajdziesz żadnych instantów. No, ewentualnie gdzieś tam zawieruszy się ekspresowa niemowlęca kaszka na leniwą kolację... W każdym razie, staram się, aby nasze posiłki były po pierwsze (primo ;) ) wartościowe. Bo przecież nie chodzi o to tylko żeby jeść, ale przede wszystkim - odżywiać się.


Jako że po świętach i imprezie noworocznej nie zdążyliśmy zrobić jeszcze zakupów, dzisiejszy obiad był prosty. Coś z niczego :) 


Przepis od Liski.


Bliny gryczane:100 g mąki gryczanej200 ml mleka, lekko ciepłego15 g świeżych drożdży (lub łyżeczka drożdży instant)1 jajko1 łyżeczka soliszczypta czarnego pieprzuolej do smażeniaWszystkie składniki zmiksowałam. Potem stwierdziłam że będzie za mało i zrobiłam ciasto z dwóch proporcji dodając jeszcze raz po tyle samo poszczególnych składników ;) Po niecałej godzinie ciasto było już porządnie wyrośnięte, konsystencją przypominało gęstą śmietanę i było przy tym dość elastyczne.Smażyłam na rozgrzanym oleju nakładając porcje dużą łyżką. Dzięki temu że ciasto było elastyczne bardzo łatwo formowało się równiutkie okrągłe placuszki :)

Blinów wyszedł wielki stos. Zajadaliśmy się nimi z prostym sosem jogurtowo-czosnkowo-ziołowym, który zrobiliśmy z tego co znaleźliśmy ;) Nawet nasze małe blw (co to jest?) chętnie zjadło - dla niej oczywiście pierwszą partię usmażyłam bez dodatku soli.


Mimo swej prostoty bliny są smacznym i pożywnym daniem. Można je podawać w towarzystwie wielu innych dodatków, to akurat zależy od naszej wyobraźni bądź zawartości lodówki. Na lekkostrawny, poświąteczno-sylwestrowy obiad - jak najbardziej.
A kasza gryczana ma w sobie tyle dobroci - witamin, składników mineralnych, działa rozgrzewająco i smakuje wyśmienicie :)