Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olej kokosowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olej kokosowy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 stycznia 2016

Czeko, czeko, czekolada!



Święta minęły, rok 2016 już się porządnie rozpoczął a na blogu cisza jak makiem zasiał. Moja kulinarna twórczość gdzieś sobie poszła. Do kuchni wchodzę z ogromną niechęcią i jakoś nie mogę znaleźć w gotowaniu tej samej radochy co kiedyś... Za dużo kombinowania. Za mało składników. Znudzone dania...

Dlatego czasem sobie oszukujemy, a bardziej ja sobie oszukuję i troszeczkę pozwalam też Starszej Córce. Zjedzenie czekolady podnosi poziom endorfin, a to jest bardzo pożądane w chorobach autoimmunologicznych. Clue do zachowania zdrowia jest dobre samopoczucie, redukcja stresu, relaks i zdrowy sen.
I mimo, że na Protokole Autoimmunologicznym czekolada jest zakazana ostatnio zaszalałyśmy. Po czterech miesiącach ścisłej diety, powoli rozszerzanej o orzechy i pestki Starsza Córka nie ma problemu ze wstawaniem rano i generalnie funkcjonuje prawie normalnie. Jeszcze zdarza się że szybko się męczy, długie spacery jeszcze nie są akceptowalne... Obrzęki jeszcze są. Czasem mniejsze, czasem większe... I szczerze powiem, że dawałam jej tę czekoladę trochę z duszą na ramieniu, ale przeszła ;-) nie zanotowałyśmy pogorszenia samopoczucia, ani jednego poranka ze sztywnościami, więc do przodu.

Miało być brownie w pierwszym zamyśle. Jednak zestawienie składników zdecydowanie nie nadawało się do piekarnika, więc poszło to wszystko w foremce na mroźny balkon i wyszło takie cuś.

Paleoblok czekoladowy:
2 gorzkie czekolady 70%
3 duże łyżki oleju kokosowego
1 łyżka tapioki
100 g mąki migdałowej/zmielonych migdałów
100 g zmielonych orzechów laskowych
2 łyżeczki cukru kokosowego (może być trzcinowy)

Czekoladę rozpuszczamy w rondelku z olejem i cukrem kokosowym. Do roztopionej, lekko przestygniętej masy dodajemy tapiokę, orzechy i migdały. Wlewamy do foremki i gdy już całkiem wystygnie wstawiamy do lodówki i czekamy aż stężeje (niepełna godzina). Następnie kroimy w kwadraty i zjadamy. Przechowujemy w lodówce.
Następnym razem dodam jeszcze trochę suszonej żurawiny.



Przedstawiam Wam, równie czekoladowego, noworocznego misia!





piątek, 6 czerwca 2014

Sezon na truskawki.



Powiem Wam, że przygotowanie jakichkolwiek przetworów z truskawek w naszym domu graniczy z cudem.
Truskawki znikają w oka mgnieniu.

Wczoraj przywiozłam do domu dwa koszyczki, cztery kilogramy truskawek! Dzisiaj rano z ostatniej garstki zrobiłam koktajl...

Ciast nie piekę, bo w momencie kiedy wszystko wymieszane, okazuje się że truskawek już nie ma...
Córki je chyba wchłaniają na odległość.
Z kilku zrobiliśmy truskawkowe chipsy do przedszkola na podwieczorek, susząc plasterki w suszarce. Kilka trafiło do racuszków na kolację. Kilka usmażyłam z suszonymi morelami i śliwkami - ale o tym kiedy indziej.

Zobaczcie co właśnie wypiłyśmy z Młodszą Córką na drugie śniadanie. Ni to koktajl, ni to gęsty sok. Ale jest pyszne i orzeźwiające! Truskawki, gruszka i natka pietruszki, którą bardzo kocham, w przeciwieństwie do moim córek plujących nią na odległość. Ale w takich miksturach nawet jej nie zauważają ;)

Truskawki, gruszka & pietruszka.
2 garście świeżych, umytych truskawek (mogą być te najbrzydsze z koszyczka)
1 gruszka
1 łyżka stołowa natki pietruszki
2 łyżki soku z cytryny
1 łyżeczka oleju kokosowego
1/2 szklanki wody z miodem.

Wszystko wrzucamy do blendera i miksujemy. Wodę z miodem można pominąć, jeśli jednak się na nią zdecydujemy to ilość miodu jest kwestią dowolną.
Dodatek oleju kokosowego powoduje, że dłużej czujemy sytość po takim drugim śniadaniu.